20 kwietnia 2015

Masz WYCHODNE !


Rodzic też musi mieć czas tylko dla siebie!


Dziecko jest przy nas każdego dnia. Zasypiasz przy nim i budzisz się, jesz z nim, sprzątasz i do toalety chodzisz... takie są początki. Mija czas, mija rok macierzyństwa. Robisz sobie rachunek sumienia wyliczając chwile, w których spędziliście czas z partnerem tylko we dwoje. Kolacja, kino, spacer, zakupy, choćby sen w innym pokoju niż dziecko... Uświadamiasz sobie przy tym rachunku, że tak na prawdę niewiele jest momentów tylko dla Was.

Rozrywka? Impreza? Spotkania towarzyskie bez dzieci odeszły w zapomnienie? No tak - jesteście rodzicami. Nie każdy ma przecież możliwość powierzyć swoje szczęście na kilka godzin w ręce mamy, babci, ciotki czy przyjaciółki. Nie każdy chce i nie każdy ma taką potrzebę... Ale jeśli tylko taka możliwość się pojawi - KORZYSTAJ!

* * * 

MASZ WYCHODNE! Idziesz do fryzjera, robisz make up jakiego dawno nie robiłaś i wskakujecie z partnerem w wizytowe ciuchy. Pozostawiasz dzieciątko pod opieką najlepszej na świecie niani (czytaj babci) i z uśmiechem na twarzy trzymając partnera pod rękę ruszasz z myślą, że bawić się będziesz całą noc popijając lampki wina jedną za drugą. Muzyka gra, śmiech, zabawa, w głowie zaczyna lekko szumieć. Podświadomie każdą rozmowę sprowadzasz do tematu swojego maleństwa... I bawiąc się w najlepsze jedno masz w głowie - dziecko! Kilka wykonanych telefonów: co robi? czy się bawi, czy nie płacze? Potem jeszcze: czy zjadło? czy kupkę zrobiło? czy zasnęło grzecznie? Każdą rozmowę kończysz z uśmiechem na twarzy potwierdzając to, że wszystko jest w najlepszym porządku. Godziny mijają, i chociaż bawicie się rewelacyjnie a do rana jest sporo czasu to jednak wracacie do domu przed czasem bo tęsknicie. 


Rodzic nigdy nie zapomni, że jest rodzicem - nawet wtedy, kiedy ma WYCHODNE ;)





73 komentarze:

  1. dokładnie; Żuk dobija już do 3,5 a ja dalej wychodząc z mężem zerkam ciągle na tel. czy oby babcia nie dzwoniła.

    OdpowiedzUsuń
  2. Prawda!! Ja ostatnio poszlam na 'randke' z Malzonem. Oczywiscie wyszlismy po tym, jak Dzieci usnely, a ze akurat wtedy mialy problemy z zasypianiem to bylo to pozniej niz planowalismy. Poniewaz spaly to nie dzwonilismy do domu zeby zapytac co i jak, ale zostawilam 'instrukcje' co robic w razie 1000000 sytuacji, kotre przeciez moga sie wydarzyc akurat jak nas nie bedzie :D Nasza randka odbila sie na nas nazajutrz rano, bo Dzieci wstaly kilka minut po 6!!! I love my kids :D Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wcale nie jest łatwe :) Ciężko zaplanować przy dzieciach cokolwiek, zwłaszcza jakiś wypad. Jakby podświadomie wyczuwały "spisek" i na złość do snu im się nie spieszy :) Ale przynajmniej jest co wspominać :)

      Usuń
  3. Dokładnie! My już kilka razy mieliśmy wychodne, ale po kilku godzinach myślałam już tylko o Tadziu! Ale fakt, trzeba też trochę swojego czasu poświęcić sobie i partnerowi, w końcu w związek też trzeba inwestować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo wszystko trzeba się od czasu do czasu przełamać:) Z każdym kolejnym wyjściem myślę, że będzie lepiej

      Usuń
  4. My ostatnio we dwoje bylismy w kinie na dzien kobiet. Czyli dawnoooo... Moj maz tak sie wkurzyl, ze patrze co chwile na telefon i mi go zabral. Zadzwonil do mojej mamy, ze gdyby cos sie dzialo z Filipem to ma dzwonic do niego :) Jak wrocilismy do domu to wszyscy sie ze mnie smiali ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już zapomniałam kiedy w kinie byliśmy, cholerka! Ale mąż dobrze zrobił - czasami dobrze jest telefon nam zabrać ;)

      Usuń
  5. Oj nie zapomni. Podczas mojego wychodnego co chwila zerkałam na telefon czy oby nie dzwonili, nie pisali...zamiast się dobrze bawić to w stresie "jak to, nie dzwonią?" Jak się okazało tata poradził sobie celująco.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tatowie raczej lepiej sobie z wychodnym radzą niż mamuśki ;) Chociaż od każdej reguły jak zwykle są wyjątki

      Usuń
  6. A ja podczas wychodnego coraz mniej myślę czy aby na pewno wszystko jest w porządku i czy nic złego się nie dzieje. Im częściej udaje się wyjść tym staje się to łatwiejsze. Ale kiedy wracam już do domu to o niczym innym nie myślę jak o mojej córeczce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piąteczka! Mam podobnie :) Też coraz mniej się martwię, gdy wychodzę, ale to chyba tylko dlatego, że te nasze wyjścia są dość regularne i dziadkowie mają już dużą wprawę w opiece nad naszym synem. Jednak na całonocną imprezę tylko we dwoje idziemy drugi raz od narodzin Igora i przyznam, że lekki dreszczyk emocji, ale też mały niepokój jest :)

      Usuń
    2. Bo podobno ćwiczenie czyni mistrza, chociaż w zapominaniu o byciu rodzicem trudno być mistrzem :P
      Dziewczyny muszę wziąć z Was przykład !

      Usuń
  7. a my ... wstyd się przyznać przez prawie 3 lata nie mieliśmy wychodnego
    matka ostatnio sama wybyła za to na spotkanie klasowe żeby uczcić 15 lat po podstawówce
    i co dostała przepustkę, eR dzwoni gdzie jesteś (g.23-45) odpowiadam odwiozę Adama i zaraz jestem
    byłam w domu przed północą ... ale kołdrę miałam w pokoju obok
    ale miałam ubaw:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No Daria, czas nadrobić zaległości. Same z Siebie się śmiejemy czasem. Ale cóż, tak to już jest

      Usuń
  8. odkąd Mały się urodził - ma już pół roku, nie mieliśmy wychodnego... Jeśli wychodzimy to na spacer, na zakupy ale zawsze z Nim :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I u nas w większości przypadków tak jest... ale od czasu do czasu trafi się wesele a od porodu mieliśmy nawet dwa :)

      Usuń
  9. wychodne to obowiazek!! ja byłam z 2-3 razy gdzies z przyjaciółkami, mąż też chyba z 2-3 razy ze znajomymi. to jest potrzebne :) polecam każdemu. pomijam fakt ze wtedy naprawde pol mnie się dobrze bawi, a druga połowa mysli i teskni za córką, ale mimo to fajnie jest czasem gdzies wyjsc z małą torebką bez pieluch butelek i wózka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również polecam, mimo wszystko... nawet jeśli miałaby być to krótka chwila :)

      Usuń
  10. u mnie wychodne miałam już po 3 tygodniach od porodu,szkoła itd. a ile telefonów było,,czy wszystko ok,,czy nic się nie dzieje,zresztą do tej pory tak jest :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Telefon w ręku mamuśki to rzecz obowiązkowa :)

      Usuń
  11. Nie jeszcze nie mieliśmy wuchodnego a Julka ma przecież 20 miesięcy. Chyba nie jesteśmy na to gotowi - my rodzice.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo nie macie konkretnej okazji tak jak np. my - wesela :)

      Usuń
  12. My na razie bez perspektyw na wychodne, bo Babcia daleko, ale jak tylko znajdziemy jakąś zaufaną nianię, to będziemy chodzić, choćby na spacery i kawę ;)).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I bardzo dobre masz Justynka podejście. Najważniejsze, że się nie zamykasz :) może będzie kiedyś okazja

      Usuń
  13. My nie mamy z kim zostawić córy ale...czy ja bym chciała ją komuś zostawiać??? po co? nawet przy niej lepiej potrafię delektować się kawą:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I chwała Ci za to ;) Ja również nie mam z tym problemu... ale jeśli mam możliwość wypadu do kina czy lampkę wina z przyjaciółką - nie mogę sobie tego odmówić. A z dzieckiem już tego nie zrobię :)

      Usuń
  14. Gdy jesteśmy w Polsce i jest taka potrzeba również mamy wychodne . Zazwyczaj jakieś wyjście do kina i na kolacje , czy pizze ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mnie to cieszy Paulinko... Tak jak pisałam - jeśli pojawia się możliwość - korzystaj :)

      Usuń
  15. Ja nie lubię wychodzić bo uważam, że bez sensu siedzieć poza domem gapiąc sie ciągle w telefon...
    Chociaż ! w najbliższą sobotę wybieramy się z meżem na randkę do kina i mam nadzieję, że na te 2 godziny "ucisze" swoje nadgorliwe macierzyństwo bo przyznaję, że ciężki ze mnie przypadek :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana na wesele do bliskich iść wypada, nawet z telefonem w rękui :) Jeśli nie czujesz potrzeby takiego relaksu to przecież sprawa indywidualna. Życzę Ci naprawdę przyjemnych chwil tego zbliżającego się weekendu

      Usuń
    2. nie no oczywiście wiadomo :) wesele to inna sprawa :) na pewno poszlibyśmy jeśli byłby to ktoś bliski, jednak tak jak wspomniałaś - z telefonem w ręku ...
      mam nadzieję, że minie mi ten stan chociaż tak całkiem strasznie to on mi nie przeszkadza :P bardziej mojemu mężowi :)

      Usuń
  16. Pamiętam swoje pierwsze wyjście, takie na całą noc - też wesele. Myślałam że jajo zniosę dzwoniłam, myślałam. Teraz wychodząc wiem, że mojej dzieci są pod świetną opieką i mojej mamie zapewne się nie nudzi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ćwiczenie czyni mistrza, można nabrać wprawy.. ale początki nigdy nie są łatwe :)

      Usuń
  17. A ja mam różnie. Czasem tak świetnie się bawię, ze wracam po czasie :)
    ale ważne jest to co napisałaś wcześniej. Nawet jak się za bardzo nie chce, to trzeba wyjść na randkę czy imprezę raz na jakiś czas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raz na jakiś czas nie zaszkodzi... głównie się nie chce, bo człowiek zmęczony, ale gdy już się wyjdzie, gdy pośmieje i rozerwie to szybko stwierdza, że dobrze to zrobiło :)

      Usuń
  18. Nawet jak uda mi się nie dzwonić i nie myśleć o dzieciach, to i tak w końcu rozmowa schodzi na dzieci... Rodzicom z dzieckiem kojarzy się absolutnie wszystko. Ostatnio pijąc kawę w kawiarni z przyjaciółką kątem oka rozglądałam się gdzie są moje dzieci - były w domu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację Aniu, widzę, że się rozumiemy :) Rodzice mają swoje zboczenia... no trzeba nam to wybaczyć!

      Usuń
  19. Czasami udaje się nam wyjść bez syna, ale też bardzo często myślę o dziecku jak wychodzę bez niego. Na całą noc jeszcze sobie nie wyobrażam, tym bardziej, że syna w nocy tylko cycek uspokaja :/
    Poza tym lubię wychodzić z dzieckiem. Michaś jest grzeczniejszy i spokojniejszy niż w domu. Grzecznie siedzi w foteliku w restauracji, a na zakupach zagaduję wszystkich z wózka, ale nie marudzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, że i mój Synek jest grzeczniejszy gdzieś niż w domu? Cóż, może w domu czuje się nadzwyczaj swobodnie ;) Ale odpowiada mi to - potrafi zachować się w gościach :)

      Usuń
  20. Adrianek ma prawie 14 miesięcy a my jeszcze nie mieliśmy takiego prawdziwego wychodnego - jedynie jakieś szybkie zakupy, coś załatwić itp. (a i tak zawsze w telefon zerkam co chwilę) Ale teraz na drugą rocznicę ślubu planujemy chociaż na pizzę wyjść ale czy nam się to uda to nie wiem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję Karolinko, że Twoje plany naprawdę wypalą :)

      Usuń
  21. Tak, znam to.
    I te wyrzuty sumienia po wyjściu z domu, że jak to... zostawiam dziecko i wychodzę?! Powinnam całą noc przesiedzieć przy jej łóżeczku i patrzeć jak śpi... :) cóż... rodzica nie ogarniesz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No trudno rodzica ogarnąć :) Ale podobno ćwiczenie czyni mistrza nawet w tym wypadku - dziewczyny są tego przykładem :)

      Usuń
  22. Jak zostawiam moich chłopców z babcią to wiem, ze nic im się nie stanie i jestem o nich spokojna, bo lepszej niani znaleźć bym nie mogła :) Myślę o nich owszem, ale nie wydzwaniam już co chwilę i nie wypytuję czy zjedli, czy się bawią, czy śpią, itp. Gdy wychodziliśmy pierwszy raz na całonocną imprezę to faktycznie się troszkę martwiłam, ale miałam też w głowie myśl, że jednak nie wychodzę daleko i gdyby tylko coś się działo to po kilku minutach mogłam być z powrotem w domu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepsza "niania" to jednak babcia. Tak, to była jedna z pierwszych naszych imprez spędzonych poza domem... Więc sytuacja wyglądała tak a nie inaczej... i sama jak widzisz masz podobne doznania. Ćwiczenia czynią mistrza w każdej dziedzinie... każdy kolejny raz zapewne jest już lepszy :)

      Usuń
  23. niestety u mnie nawet jak tylko sprawy urzędowe załatwić to nie mam z kim zostawić dzieci i musze je wlec ze soba. o imprezie jakiekolwiek wgl nie ma mowy. jestesmy zdani z mężem tylko na siebie. więc chwile sama na sam to tylko w lózku jak śpimy bo dzieci śpią u siebie.

    owszem.....fajnie jest sie czasem wyrwać rozerwać "odchamić" od pieluch.....ale niektórzy nie mają takiej mozliwości by mieć z kim dziecko zostawić na ten moment....

    a nawet jak już się uda to nie jest takie samo imprezowanie jak dawniej niegdyś....bo człówiek się zastanawia....jak tam...czy zje....czy spi......to takie imprezowanie "na czuja" nawet jaksię rozerwiesz to się nie na 100% rozrwiesz.....

    wgl podziwiam ludzi którzy sobie są w stanie zostawić z kimś z rodziną dziadkami np dzieci i wyleciać na wczasy na tydzień.....ja bym tak nie mogła.....

    człówek się naimprezuje póki się nie ustatkuje....

    jeszcze można jakiś złoty środek znaleźć i urządzić imprę z rodzicami dzieciatymi i dziećmi.....dzieciaki się bawią i rodzice się bawią i jest fajnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również podziwiam ludzi, którzy potrafią się na długi okres z tak małymi dziećmi rozstawać... No ale jak już dziewczyny tu niektóre pisały jednak każde kolejne wyjście jest spokojniejsze i nie związane z setkami telefonów skierowanych do "niani". Tak jak piszesz, nie zawsze ta niania jest. Nie zawsze są takie możliwości i ja to naprawdę rozumiem :)

      Usuń
  24. Och absolutnie trzeba mieć chwilkę dla siebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację ;) Ja tej chwili miałam aż za dużo...

      Usuń
  25. Należę do osób, które nie mogą wytrzymać kiedy nie mają przy sobie dzieci (taka ze mnie matka - kwoka). Ale nawet ja potrzebuję mieć czasem wychodne i najbardziej lubię wychodne do kosmetyczki ;) Nie wyobrażam sobie jednak pojechać na urlop bez dzieci (chyba by mnie zamknęli w psychiatryku) ;) Dlatego nasze najbliższe wakacje - trzytygodniowe, pierwsze od 4 lat spędzamy całą czwórką w Toskanii :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tej matki-kwoki kiedyś się wyrasta :) Wychodne do kosmetyczki czy fryzjera to bardzo ważna sprawa. A urlop bez dzieci - jeszcze nie teraz... przyjdzie czas, że i bez dzieci będzie się jeździć

      Usuń
  26. Do dziś pamiętam kiedy pierwszy raz po urodzeniu starszego syna wyszliśmy z mężem na kolację. Mały miał wtedy miesiąc i został z moimi rodzicami. Cały czas gadaliśmy o nim i po godzinie byliśmy w domu :) Moja mama to jeszcze kolejny miesiąc miała z nas ubaw :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale mimo wszystko wyszliście a to bardzo dobrze robi dla związku i macierzyństwa również ;) Zatęskniliście....

      Usuń
  27. W ostatni weekend w sobotę sprzedałam mojej mamie córkę, a sama poszłam udzielać się w tych bardziej dorosłych czynnościach... wróciłam o 5 rano, a o 9 przywlekłam się do mojej córki. Ta tęsknota mnie kiedyś zabije.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tęsknota to dobra rzecz... Pokazuje nam jak bardzo kochamy, jak wielka to jest miłość!

      Usuń
  28. OJ już dawno mi się żadne wychodne nie trafiło
    Ale byłam z synkiem na wyjeździe u babci, to tatuś od nas odpoczął :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to też jakiś rodzaj wychodnego :) Ale zapewne z dzieckiem?

      Usuń
  29. Przy Róży wychodnego jeszcze nie miałam, ze dwa razy do fryzjera, ale i to tak mój pod oknami jeździł wózkiem, więc żadne tam wychodne :)) Z Ritą natomiast było inaczej. Mieszkaliśmy z początku u rodziców, więc wyjścia były łatwiejsze. Zawsze o niej myślałam, dzwoniłam czy zjadła i śpi, a potem się bawiliśmy :))) ale wracając do domu juz myślami przy niej byłam.. Teraz też już mi się marzy wyjście tylko z moim gdziekolwiek, ale niestety nie mamy z kim Róży zostawić...no to tulimy się w domu, gdy zaśnie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, gdy mieszka się z rodzicami wszelkiego typu wychodne jest łatwiejsze... Nawet zwykły wypad do sklepu na kilka minut jest realny. Mam nadzieję, że pojawi się w najbliższej okazji jakaś możliwość wyskoku bez dzieci :)

      Usuń
  30. wychodne ważna rzecz! zawsze tłumaczę to koleżankom które mają dzieci:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Martusia niedługo i Tobie będę to tłumaczyć, zobaczysz... czas tak szybko mija :)

      Usuń
  31. Byłam ostatnio na panieńskim koleżanki, Polka w domu z tatą. A ja z nimi myślami cały czas. Gdyby nie inne mamy gadające o dzieciach chyba zmyłabym się jeszcze wcześniej. Ach ten szafunek priorytetów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to... Dobrze, że nie byłaś jedyną mamuśką w tym towarzystwie - było Ci raźniej a i tematów było wiele do poruszenia. Jakby nie było, zmierzamy zawsze do jednego :) tęsknimy

      Usuń
  32. Święte słowa Martyna!:) Super blog, na pewno będę zaglądać, a ja zapraszam też do siebie, pozdrawiam:) x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A zapraszam zapraszam... i ja do Ciebie wpadnę chętnie :)

      Usuń
  33. Zauważyłam że im częściej wychodze z domu bez małej to stopniowo coraz dłużej wytrzymuje bez intensywnego myślenia o niej :) ważne żeby wychodzić z mężem co jakiś czas ale samej też trzeba, oderwać się od dziecka uwieszonego przy nodze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ćwiczenia czynią mistrza - niewątpliwie ;) Dlatego warto ćwiczyć ! Ja też muszę... mam zaległe winko z przyjaciółkami - oj nie odmówię sobie tej przyjemności!

      Usuń
  34. Ach to prawda rodzic nigdy nie zapomina :-) Ale czasami potrzebuje odpoczynku ;-)

    OdpowiedzUsuń
  35. Hmmm do toalety. Myślałam, że tylko ja tak robię. Kiedy mój syn się urodził to myślałam, że mój macierzyński będzie trwał, trwał i trwał. Trzy pierwsze miesiące tak się ciągnęły. A teraz miesiące mi lecą jak tygodnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to chyba nasza wspólna przypadłość. Czas ucieka nam przez palce

      Usuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.