Nie rusz, nie dotykaj!


Na nasze dziecko czyha masa niebezpieczeństw! Jak nie oszaleć? 



Coraz więcej w nas matkach nadopiekuńczości. Nie rusz, nie dotykaj, zostaw bo się pobrudzisz, nie idź bo się przewrócisz - wydajemy polecenia jak komendy wojskowe. Strzeżemy swoje dziecko przed złem całego świata ale czy my sami robimy dobrze?

To własnie MY biegaliśmy beztrosko po łąkach i lasach, to my wspinaliśmy się po drzewach, my ślizgaliśmy po zamarzniętych zimą stawach, latem pływaliśmy w kąpieliskach niestrzeżonych i  rzekach. To my wchodziliśmy na dachy, płoty i stodoły, chowaliśmy się w sianie i tarzaliśmy w piachu, godzinami wisieliśmy na trzepakach i przesiadywaliśmy do późnej nocy na ławkach pod blokami. Chociaż tak mali jeszcze (z tego punktu widzenia) to jednak tak samodzielni. 

Ile z nas rodziców pozwoliłoby na takie szaleństwa swoim dzieciom? Czy zakazom i nakazom nie odbieramy im czegoś wspaniałego? Coś co my wspominamy z łezką w oku? Tą szaleńczą młodość - dzieciństwo. Dziecko musi się wybiegać, wyszaleć... musi się pobrudzić, przewrócić nie raz i guza nabić. Dziecko jest tylko dzieckiem - strzeżmy je przed tym, co niebezpieczne ale NIE OGRANICZAJMY. Znajdźmy ten "złoty środek", chociaż to bardzo trudne... 












Czapka: allegro.pl
Kurtka: F&F
Spodnie: H&M
Buty: F&F

46 komentarzy

  1. Bardzo przepraszam, że wszystkie niedogodności związane z dodawaniem komentarzy. Mam nadzieję, że w niedługim czasie problem się rozwiąże

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja zawsze mówie ,,brudne dziecko, to szczesliwe dziecko'';)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również jestem tego właśnie zdania :)

      Usuń
  3. Szkoda ze macie ścięte to drzewo na działce ;-) sadzcie szybko dużo drzew i żywopłot bo zanim urośnie to kupa czasu minie :-/ pozdrawiam i wytrwałości w urządzaniu domku i brudnym wychowaniu :-P

    AM
    RadyMamy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już sadzimy. Musieliśmy je ściąć bo były nachylone na działkę sąsiadów i ogrodzenie. Wszystko z czasem urośnie :)

      Usuń
  4. Ja pamietam jak Babcia tak do mnie mowila i jak mnie to bardzo wkurzalo.. Przyznaje ze do pierwszego Dziecka tak mowilam.. Ale sie poprawilam 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No najważniejsze, że robimy postępy :) Już zapominamy, jak to było "za naszych czasów" a przecież nie byliśmy aniołkami :)

      Usuń
  5. Ostatnio będąc na placu zabaw zauważyłam dwie skrajności. Jedne matki chodzą za dzieckiem krok w krok i powtarzają: tu nie wchodź, tego nie dotykaj, tak nie rób itp, a drugie udają, że nie widzą co robi dziecko, szczególnie gdy robi coś złego, np sypie piaskiem po oczach drugiemu dziecku... Masakra!

    Za każdym razem kiedy oglądam zdjęcia Oliego nie mogę napatrzeć się na jego rzęsy!!!!!!! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są skrajności - to prawda. Nadgorliwość jest jednak gorsza od faszyzmu - jak to się mówi.

      A co do rzęs - masz rację... każdy zwraca na nie uwagę :)

      Usuń
  6. Haha, na samą myśl że moje dziecko mogłoby robić to, co robiłam jak byłam mała drżę na całym ciele! :D Ale przecież nie możemy dać się zwariować - moja poprzedniczka dobrze mówi: brudne dziecko, to szczęśliwe dziecko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to chodzi właśnie, by nie zapomnieć się w tych nakazach i zakazach. Dziecko musi się wyszaleć i pobrudzić :) to smak dzieciństwa

      Usuń
  7. Oj w pewnym okresie życia dziecka słowo nie było u nas na porządku dziennym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. NIE to słowo, które zazwyczaj działa na dzieci jak czerwona płachta na byka... ale jak go nie używać :) Czasami brak sił na szukanie słów zastępczych

      Usuń
  8. Każdego dnia powtarzam sobie 'wyluzuj kobieto' by potem znów miec bezwarunkowy odruch ochrony mojego dziecka prEd całym złem tego świata:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele matek mogłoby brać z Ciebie przykład... przynajmniej próbujesz :)

      Usuń
  9. Nie ustrzeżemy dzieci przed całym złem. Chowając je pod kloszem sprawimy, że póżniej albo będą się bały dzialania albo bedą ponosiły porażki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie o to chodzi! Mam wrażenie, że niektórzy wręcz nie będą przystosowani do samodzielnego życia... KLOSZ, to nic dobrego

      Usuń
  10. Skąd ja to znam. Myślę, że to wynika z obawy o to, że coś się zaraz strasznego stanie.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno Kochana... po prostu kochamy :)

      Usuń
  11. Ja pozwalam synowi na dużo, to tata ciągle zabrania i panikuje o syna. Po pierwsze pozwalam poznawać mu świat po drugie oszalałabym gdybym miała latać za dzieckiem i wszystkiego mu bronić. Dziecko musi upaść, by nauczyć się chodzić. Chociaż jak zobaczę, że mocno się uderzył to chcę płakać razem z nim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potwierdzam Twoje słowa Kochana. Nie wyobrażam sobie, by było inaczej w naszym przypadku. Czasami śmiać mi się chce, gdy widzę jak np. babcie przeżywają każde potknięcie Oliwierka. Może wyglądam wówczas na złą matkę?

      Usuń
  12. staram się właśnie unikać tych sloganów o których piszesz...pozwalam dzieciom(oczywiście w granicach rozsądku) się brudzić, potknąć ba czasem nawet klapnąć na tyłek;) a motto"brudne dzieci to szczęsliwe dzieci" jest u mnie na porządku dziennym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba wyznaczyć sobie te granice rozsądku. Nie mówię tutaj, by puszczać dziecko samopas do lasu w wieku 3 lat ale obyć obok i obserwować :)

      Usuń
  13. Im więcej dbamy o to dziecko tym wychodzi im na gorzej bo są mniej sprawne i mniej samodzielne. Jak się przewróci to trzeba podać rękę i pomóc ale nie zabraniać popełniać błędy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po prostu nie możemy na go ograniczać... Tylko tyle wystarczy :)

      Usuń
  14. Przypomniałaś mi moje dzieciństwo, zabawy do zmierzchu na świeżym powietrzu, taplanie się w wodzie latem, budowanie szałasów a zimą zjeżdżanie na workach ze skarpy, to były czasy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że mogłam Ci przypomnieć swoje dzieciństwo :) Ba, powinnam te wszystkie rzeczy o których wspomniałaś dopisać do postu bo też je przerabiałam :) Jest co wspominać!

      Usuń
  15. Czytam Twój post i mam siebie przed oczami .... ślizganie się zimą po stawie, wspinanie po drzewach hmmm było to szczęśliwe dzieciństwo i pragnę, żeby za kilkanaście lub kilkadziesiąt lat tak powiedziała moja córka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana nie wiem jak to robimy, ale naprawdę zgadzamy się w każdej kwestii ze sobą...

      Usuń
    2. Oj też to zauważyłam ;)

      Usuń
  16. Ja jestem odporna na wiele zachowań moich dzieci. Muszą wszystkiego doświadczyć - i tutaj moja mama stwierdza, że wykazuję się "znieczulicą". Moje zdanie jest inne - myślę zdroworozsądkowo i pozwalam im na rozwijanie samodzielności. Nas też mama nie ograniczała na podwórku, więc nie rozumiem jej niektórych reakcji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Babcie zdecydowanie inaczej patrzą na pewne kwestie niż my... a same pozwalały nam na te w/w szaleństwa :) Tak już jest...

      Usuń
  17. no właśnie...;) cała radość polega na robieniu tego co rodzice zakazują;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo zakazany owoc zawsze najlepiej smakuje :)

      Usuń
  18. zakazany owoc smakuje najlepiej ...
    ale odkąd zostałam matką - 'nienawidzę' tego powiedzonka :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytasz mi w myślach... ale obserwując dzieci i młodzież dzisiejszych czasów mam wrażenie, że takie zakazane owoce jakie nas interesowały ich kompletnie nie jarają...

      Usuń
  19. Dokładnie... znaleźć złoty środek pomiędzy tym wszystkim jest chyba kluczem... Ale nasze dzieciństwo i tak było tysiąc razy bardziej klawe ;))) / Agata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potwierdzam! Gdyby te nasze dzieci chciały chociaż zasmakować młodości na podwórkach z innymi dziećmi. Obserwuję teraz tą młodziesz pozaszywaną w domach, bo sama ma brata nastoletniego i słyszę tylko te rozmowy przez skype połączone z jednoczesną grą w sieci... MASAKRA!

      Usuń
  20. A i tak wszystkie wypadki w moim domu wydarzyły się przy kuchennym stole, przy którym siedzieliśmy całą rodziną i nie spuszczaliśmy z dzieci oczu. Trzeba pozwolić odkrywać dzieciom świat, uczyć co to niebezpieczeństwo ale zezwolić na nabicie guza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potwierdzam :) I zazwyczaj guza nabije się kiedy najwięcej opiekunów jest :)

      Usuń
  21. Zastanawiam się, jak to się stało, ze my wszyscy żyjemy :) Jak sobie przypomnę, co ja wyprawiałam... Mam nadzieję, że to jakoś wypośrodkuję za jakiś czas. I tak pozwalam Małemu na więcej niż mąż :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co piszą dziewczyny faktycznie mężowie są bardziej surowi :)

      Usuń
  22. Oh... to rzeczywiście jest trudne. Złoty środek? Chyba nie osiągnięcia. Tak sobie myślę, z jednej strony rzeczywiście rodzice ograniczają rozwój różnych umiejętności, ktore dzieci mogłyby swobodnie trenować, ale z drugiej, chyba mimo wszystko wokół nas jest więcej niebezpieczeństw, więcej dziwnych rzeczy się dzieje i po prostu strach zostawić dziecko samo. No nie wiem... trzeba dążyć do złotego środka :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest ten problem... tak trudno jest przecież znaleźć ten złoty środek na zło które nas otacza... a niebezpieczeństw jest przecież tak wiele...

      Usuń
  23. Zapominamy czesto jak to było, gdy byliśmy mali! Wcale nie byliśmy aniołkami ;) Pamiętam te podrapane kolana, podarte spodnie, nawet podrapaną brodę często miałam. Mam nadzieję, że jak Mała Zet dorośnie to będę umiała zachować zdrowy rozsądek!

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja myślę, że każda z nas ma swój "złoty środek" :) każde dziecko jest inne i każda mama również jest inna. Jeżeli i mama i dziecko są zadowoleni, to znaczy, że złoty środek odnaleźli :)

    OdpowiedzUsuń