2 maja 2017

Dlaczego przegładzam dziecko?



Byłam chuda. Będąc w 2 klasie podstawówki ważyłam 19 kg. W 4 klasie 29kg. Wyglądałam jak cień pomimo tego, że rodzice chowali moje kościste ciało w zdecydowanie za dużych ubraniach nieopatrznie jeszcze bardziej podkreślających moją niedowagę.




Nie jadłam. BO NIE! Choć mama robiła wszystko to, co lubiłam, choć stawała na rzęsach wymyślając  różnorodne potrawy i wydawali ostatnie pieniądze na szyneczki i cielęcinki, choć robili wszystko by zmusić mnie do jedzenia niestety - efekt był zupełnie odwrotny - NIE JADŁAM. 

Nie jadłam właśnie dlatego, bo mi kazali, nalegali, bo to był rozkaz. Codzienność kręciła się wokół jedzenia. W uszach dźwięczało "zjedz coś / może zjesz coś / zrobić Ci coś do jedzenia / zrobiłam Ci kanapkę / choć ugryź kęsa / sprawdź jakie dobre / sok jest taki zdrowy / jeszcze troszkę suróweczki / nic nie jadłaś / niedługo znikniesz" . Miałam wrażenie, że całe moje życie kręci się tylko wokół jedzenia - a w zasadzie notorycznego zachęcania i zmuszania do jedzenia. Szybko zaczęłam odnosić wrażenie, że każdy posiłek to "zło". Byłam uparta i zawzięta zawsze. Lubiłam mówić NIE. Nie pomagały prośby i groźby - nie to nie! Im więcej słyszałam o jedzeniu tym gorzej byłam do niego nastawiona. Zaczęłam się blokować. Zaczęłam wręcz robić rodzicom na ZŁOŚĆ!

Czy nie byłam głodna? Siadłam do posiłku głodna a mimo to nie jadłam. Albo jadłam nie do końca. Nigdy nie zjadłam wszystkiego, co zostało mi podane. Musiałam wręcz zostawić na talerzu chociażby jedzenia na jeden kęs co doprowadzało do wrzenia mojego ojca. Miałam w głowie zakodowane, że jak skieruję sztućce w kierunku ust jeszcze jeden raz to wszystko zwymiotuję! Tak działała moja psychika.

Nie jadłam bo byłam leniwa! Im byłam starsza, tym bywało gorzej. Śniadań nie jadłam - bo spieszyłam się do szkoły. Brałam drugie śniadanie ze sobą, które jadłam tylko dlatego, że nie potrafiłam zrobić mamie przykrości. Obiad jadłam zawsze - niestety nie zawsze w dużych ilościach. Najgorzej było z kolacją. Nie chciało mi się do niej nawet zejść do kuchni. Weszłam w okres, w którym najlepiej było mi samej w zamkniętym szczelnie pokoju. Burczało mi w brzuchu, czułam głód ale nie zeszłam na dół... wolałam nie jeść. Mama w desperacji donosiła mi jakiekolwiek posiłki i przekąski - żebym tylko chapnęła co nieco.  Zawsze mówiłam,  że nie jestem głodna, nie trzeba się fatygować - często nawet kłamiąc. 


Czy to się zmieniło? Tak, jem.. jem z wielką przyjemnością. Problemy odeszły w cień wówczas, gdy stałam się bardziej samodzielna. Już nie trzeba było biegać za mną z łyżką. Przestałam słyszeć te powtarzające się zwroty. Zastanawiam się, czy najpierw zniknęły one, czy to ja po prostu przestałam dawać powody by je wymawiać :) Doszłam do wieku, w którym niedowaga odeszła w niepamięć - moje BMI jest idealne. 




WYSUNĘŁAM WNIOSKI. 



Teraz mam dziecko. Oli ma półtora roku. Nie ma takiej sytuacji, w której biegam za nim z łyżką po całym domu, nigdy nie nalegam by zjadł i nie stosuję sztuczek, dzięki którym zmuszę go chociaż do kilku kęsów. Sprawa jest dla mnie jasna. Gdy był malutki podawałam pokarm mniej-więcej co 3 godziny. Gdy odmawiał nie wmuszałam, podtykałam za kilka dłuższych chwil. Teraz, gdy nauczył się mówić świadomie tak po prostu pytam pokazując butelkę czy posiłek "chcesz jeść?". To tak niewiele. On doskonale wie, kiedy jest głodny chociaż nie ukrywam, że jesteśmy już na etapie w którym pojawia się świadome "AM".

Twoje dziecko decyduje kiedy* je i ile je - Ty decydujesz CO ma na talerzu.


Przede wszystkim słuchaj potrzeb dziecka. Jeśli mówi lub daje jakikolwiek sygnał, który oznacza nie - nigdy nie zmuszaj. Nigdy nie nalegaj. Nigdy nie dopuść do tego, by to był powód kłótni/awantur/reprymend lub wyrzutów robionych dziecku. W ten sposób zniechęcasz je do jedzenia. Nie możemy dopuścić do tego, by spożywanie pokarmów kojarzyło się z czymś złym, przykrym. To ma być przyjemność!

Są momenty, w których dziecko nie chce jeść. Być może dlatego, że jest przeziębione, być może dlatego, że poznało smak czekolady i zdecydowanie woli zjeść łakocie niż warzywo albo po prostu jest w transie zabawy. Punkt 1? Czy Ty odczuwasz ogromny głód w trakcie trzydniowej jelitówki albo silnej gorączki? Punkt 2? Jeśli chce jeść tylko słodycze zrób wszystko, by w Waszym domu takich pokarmów nie było. Zgłodnieje? Zje pyszną zupę na pewno. Nigdy nie myśl, że lepiej dać mu chipsy niż miałoby nie jeść w ogóle! Punkt 3? Poczekaj, przez godzinę z głodu nie umrze :) Najważniejsze, by dziecko piło wodę. Pamiętaj jednak, że gdy dziecko od dłuższego czasu nie wykazuje chęci jedzenia pomimo wszystko - warto udać się do pediatry i sprawdzić, co może być tego powodem. 

Dlaczego to piszę ? Bo notorycznie spotykam się z tym tematem. Doskonale wiem, że mój "lajtowy" stosunek do jedzenia mojego dziecka robi mu dobrze (jakkolwiek to nie brzmi:). Pozwalam mu jeść samodzielnie jeśli tylko ma ochotę i nie jest istotne, czy podłogę zmywałam przed chwilą i czy bluzka była prosto z pod żelazka. Niech ma z tego przyjemność :)  




* Jeżeli chodzi o gwiazdkę - nie zawsze jesteśmy w stanie wypracować sobie stałe pory jedzenia. Często bywa to po prostu nierealne fizycznie ale starajmy się, by chociaż jeden posiłek w ciągu dnia jedzony był wspólnie z rodziną. To zbliża ! 

66 komentarzy:

  1. Moje dziecko nie jadło nic oprócz cycka do ponad roku. Zdrowa. Ale płakałam, czułam się winna co robię źle. Każdy dzień to była walka o łyżeczkę ,jak zjadła trzy łyżeczki obiadku to był cud! Inne matki zastanawiały się dlaczego je tylko banana, marchewkę i kaszkę a potem nic, a ja? Ja modliłam się o jedną łyżeczkę. Teraz nie robię tego. Zaskoczyła trochę po 1 urodzinach. Sama teraz chodzi do lodówki albo je mi z talerza. :) ufff

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wszystko się zmienia z czasem. Wydaje mi się, że często ten nasz stres jest zbędny i dobija się na dziecku. Bo my chcemy często wbrew jego woli... Chcemy dla naszych pociech jak najlepiej i pewnie każdemu rodzicu serce pęka gdy szykuje wspaniały obiadek z myślą o Maluchu a ono mówi NIE. Trzeba zmienić podejście :) a potem same będą zaglądać do lodówki :P

      Usuń
    2. A ja moje drogie czekam na dzien w którym moje dziecko powie mama jeść odkąd Amcia jest na świecie Wałczem każdy mililitr byle cos w nia wcisnąć :/ teraz od środy zjadła mi jedna butle 30 ml i serek danio niestety na przemian z ptasim mleczkiem mi juz ręce opadają .. Przez to rezygnuje z wyjazdu w sobotę do Austrii pojedzie sam tata bo ja nie będę użerać sie z mała w restauracjach hotelowych.. Dla mnie każdy taki wyjazd to stres ze moje dziecko jest głodne, senne.

      Usuń
    3. Gadka Matka - tylko po co to ptasie mleczko? Gdyby moje dziecko nie chciało jeść, wywaliłabym z domu wszystkie słodycze.
      My na szczęście tego "problemu" nie mamy, Martynka jak już je to dużo, co prawda nie zawsze jest głodna na obiad bo ja robię wtedy kiedy młodsza pozwala, więc nie je, odgrzewam jej później gdy zrobi się głodna

      Usuń
    4. I jak widać każdy ma swoje metody. No u mnie też jak nie chce to nie je... nawet kosztem wspólnego posiłku. Posiedzi z nami przy stole.. znudzi się, to pójdzie, zje to zje ile mu tam potrzeba :) Nie chcę go do niczego zmuszać.. to tylko niespełna dwuletnie dziecko...

      Usuń
  2. Mnie też zmuszano do jedzenia w dzieciństwie. W szczególności robiła to babcia futrując mnie wszelkimi możliwymi smakołykami, które wcześniej przygotowała. A ja nie chcąc zrobić babci przykrości (bo jeśli czegoś się nie zjadło to słuchało się godzinnych kazań jak to nie szanuje się czyjejś pracy) jadłam wszystko to co podała. Efekt jest taki, że mój metabolizm praktycznie nie istnieje a ja od wieków walczę z nadwagą.

    Zdanie odnośnie żywienia swoich dzieci mam dokładnie takie jak ty. To one decydują kiedy są głodne. Ja przygotowuję im odpowiednio zbilansowane posiłki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to jest właśnie ta druga strona zależna od osobowości. Bo jedno dziecko (uparte jak ja) powie NIE, a inne z grzeczności nie odmówi... bo nie chce zranić serca babci. Ja również czasami miałam wyrzuty.. ale złość i frustracja spowodowana zadziornością charakteru była silniejsza. To wszystko jednak minęło, z głodu nie umarłam :P Tylko nerwy rodzicom popsułam, bo brali te wszystkie moje NIE za bardzo do siebie ...

      Usuń
  3. Ja to z matek kategorycznych jestem. Nie zje śniadania, nie dostaje nic innego do obiadu. Nie zje obiadu, dostaje obiad na kolację. Absolutnie nie chodzi o to, że mają zjeść wszystko. Pół porcji mnie satysfakcjonuje. Chodzi o to, żeby się uczyły, że się je to co mama przygotowała. Zazwyczaj jak zgłodnieją to i tak zjadają to co wcześniej zostawiły. Wczoraj mała na kolację zjadła i kaszkę i dopomniała się jeszcze o resztę obiadku. Przegładzanie naprawdę krzywdy dziecku nie zrobi. A zmuszanie do jedzenia to przemoc wobec dziecka. Pamiętam, że w przedszkolu panie często kazały mi wszystko z talerza zjadać i zawsze kończyło się to katastrofą którą musiały po mnie sprzątać. Miały za swoje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Madzia, jesteś faktycznie ostra. Ale każdy ma swoje sposoby wychowania. Ja podchodzę na lajcie - po Twoim komentarzu nasuwa mi się myśl, że jeszcze swojej kategoryczności nie odkryłam w sobie w 100%. To prawda - dziecko trzeba nauczyć szacunku do pracy innych, bo przecież mama z myślą o rodzinie stała godzinę bądź dwie przy kuchni

      Usuń
  4. Martyna Kochana, ten tekst to igła w moje serce i ratunek dla moich dzieci. Przypomniałaś mi moje dzieciństwo i jedzenie - aż gula mi stoi w gardle, jak sobie przypomnę. Miałam dokładnie tak jak opisałaś. Byłam zawsze mizerną dzieciną i jedyne co huczy mi w głowie to jedz, jedz, zjedz coś na litość boską! Niestety moi rodzice do dzisiaj to praktykują i potrafią zadzwonić w ciągu dnia z milionem pytań co ja dzisiaj zjadłam. Ja uwielbiam jeść, ale niestety zapominam o tym. Nie wiem dlaczego, ale mam okresy kiedy nie czuję głodu a czasami mam okres, kiedy myślę tylko o jedzeniu. I teraz najgorsze - moje dzieci to niejadki. I co ja robię? Dokładnie, to co moi rodzice. Nienawidzę siebie za to i często potrafię się opamiętać, ale cały czas w mojej głowie jest myśl, że nic nie zjadły, że za mało zjadły i są głodne... To jest straszne :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eli, widzę, że obie doświadczyłyśmy tego samego. Wiem doskonale - nasi rodzice/dziadkowie chcieli dobrze. Chcieli, byśmy nie zaznali głodu, żebyśmy byli zdrowi... a nawet żebyśmy "jakoś wyglądali" :) Wysunęłam te wnioski naprawdę nie bez powodu ... i wiem, że im bardziej nalegamy, tym efekt bywa gorszy. Nie zawsze, ale w większości rozkaz/nakaz to ZŁO KONIECZNE :)

      Usuń
  5. Bardzo mądrze robisz, ja robię tak samo :)))) haha I nawet borykam się z podobnym problem, co Ty, ale tak jakby z drugiej strony. Mój Darek był niejadkiem. Jego przyjaciel zawsze opowiada mi taką historię: kupił auto i zadzwonił po Darka, żeby zszedł go obejrzeć. Było to akurat w trakcie obiadu. Darek oczywiście szybko zszedł. Po kilkunastu minutach kolega się go pyta, a co to ząb Ci spuchł? Na co Darek, aa nie kotlet, zapomniałem połknąć. Miał wtedy 19 lat. Dla mnie to niewyobrażalne, a on po prostu nie był w stanie czegoś przełknąć, opowiadał, że czasami potrafił zasnąć przy talerzu. Oczywiście problem twkił w mamie Darka. I niestety miałam się okazję niedawno przekonać o tym, że problem jest w ciąż. Wyobraź sobie, że kiedy Antek miał 15 miesięcy i dopiero zaczynał chodzić, ona obwiniła mnie, że to dlatego, że nie je mięsa....... choć widzi moje dziecko 4 razy w roku. Oczywiście były samolociki, łyżeczka, za babcie, za tatusia..... bla ble ble ble. Moje dziecko nie jadło u babci. A w domu je sam, wszystko, czasami muszę mu dawać dokładkę. Tak się kończy nadgorliwość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, problem z drugiej strony ale jednak dał Ci do myślenia i potrafiłaś wyciągnąć z niego wnioski. Tak dokładnie jest - pewne rzeczy mamy zakodowane w psychice i ważne jest to, żeby jedzenie czy mycie, czy cokolwiek innego nigdy nie kojarzyło nam się z jakimś przymusem.

      Usuń
  6. mam w domu niejadka. MIchał który do jakiegoś czasu pięknie zjadał wszystko, stał się niejadkiem. więc problem który mnie nie dotyczył zaczął... u niego wahania apetyty też biorą się z tego że przyjmuje leki na astmę. ma okresy kiedy jada wszystko i jeszcze dokładki na zmianę z okresami kiedy nie je prawie nic wręcz o chlebie i wodzie. i to są stresujące dla mnie okresy bo jakbym choć odrobinę dziecko nie zmusiła do zjedzenie czegokolwiek to padłby z głodu. do tego ze wzgl na jego astmę mam jakiś bardziej paniczny lęk o jego zdrowie niż o zdrowie starszaka, do starszaka mam bardziej wyluzowane podejście. bo on takich przejść nie miał z pobytem w szpitalu i wszystkim co się z tym wiążę.

    w jakimś stopniu twój wpis jest dla mnie ratujący. szkoda mi zmuszać dziecka - bo ja sama nie cierpiałam i cierpię być do czegokolwiek zmuszana. więc może mój paranoiczny lęk przed śmiercią głodową dziecka przynajmniej zmniejszy się na tyle bym ciut wyluzowała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że spróbujesz wyluzować. Ja wiem, że dokładnie podobnie miałam z robieniem czegokolwiek. Byłam uparta niestety - nie ukrywam tego. Ale czasu się nie cofnie niestety... :) Mogę tylko wysunąć wnioski i dać Wam do myślenia

      Usuń
  7. Tytuł oczywiście przesadzony, ale rozumiem - chwyt marketinogwy ;-)
    Też w dzieciństwie byłam niejadkiem. Mama namawiała, bywało, że wmuszała. Obiecałam, że żadnemu dziecku tego nie zrobię ;-)
    Moja córka na początku miała różne alergie pokarmowe, ale do ok. 6 lat jadła, co tylko jej nie szkodziło. Nie grymasiła, nie wybrzydzała. Do niczego nie namawiałam, raczej zachęcałam do próbowania. Nie wyznaczałam ilości, ani z niczego nie rozliczałam.
    A potem... się zmieniło.... Nie, nie moje podejście. Ona się zmieniła. Wybrzydza, odrzuciła mięso, je niewiele, często wieczorem, nie chce próbować niczego nowego. Czasem namawiam, czasem szantażuję (szantaż typu: deser tylko dla tych, co zjedli obiad), nigdy jednak nie zmuszam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tytuł musi być ostry :)

      Każda matka zrobi wszystko, by jej dziecko było zdrowe, najedzone i ubrane. Dlatego nie dziwię się, że sięgasz po różne "chwyty" :) Byleby tylko nie zmuszać...

      Usuń
  8. w końcu ktoś ma zdrowe podejście do tej sprawy. Gratyluje:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No zdarzyło mi się :P
      Nic tak nas nie uczy, jak nasze doświadczenie

      Usuń
  9. Tak bardzo się z Tobą zgadzam. Ja cały czas walczę z problemem z wagą, zakodowanym we mnie w dzieciństwie, kiedy byłam przekarmiana na siłę - teraz mam totalnie zabrzone poczucie głodu. Z Franiowym jedzeniem mam luz - cieszę się, kiedy zje, ale nie panikuję jeśli nie zje nic. Ufam mu. Ma 7 miesięcy, ale ma dla mnie podmiotowość jak dorosły człowiek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patrycja mamy to samo podejście. Często słyszę od najbliższych, że powinnam mu coś wmusić (jeśli np. odmówił jedzenia) ale puszczam to mimo uszu ;)

      Usuń
  10. Przyjęłam zasadę, że jak nie chce jeść, to nie! Przecież kiedyś zgłodnieje. Ja nie mam gigantycznych problemów z Olkiem, to są raczej pojedyncze dni, kiedy potrafi przez cały dzień nie wziąć niczego do buzi. Nie cierpię, kiedy na siłę próbuje się w dziecko włożyć choć odrobinę jedzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to właśnie chodzi. Przyjęłam dokładnie taką samą zasadę. Fakt - problemów z nim takich nie mam choć może się kiedyś pojawią i zmienię zdanie/zachowanie ale w tym momencie czuję, że robię dobrze.

      Usuń
  11. Wiesz co, ja do tej pory nie jadam śniadań, rano mi nic przez gardło nie przejdzie, nie jadam też kolacji, bo za późno. I nie zmuszam do jedzenia młodej, chociaż moja mama i teściowa dostają białej gorączki w tym temacie i tylko by ją karmiły. Młoda ma 2,6 roku, 13 kilogramów i je wtedy, kiedy jest głodna i tyle ile potrzebuje. Jeśli nawet po dwóch kęsach kolacji idzie się bawić to wiem, że wróci i doje resztę, więc zostawiam jedzenie w zasięgu jej rąk :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem o czym piszesz - sama tak mam. Jeżeli mąż ma służbę, to uwierz - nie jem. Śniadanie ? Sama ? Po co ?
      Dam Oliwierkowi, sama coś przelotem "chapnę" ale żeby sobie kanapki robić ?! :P

      Usuń
  12. Witaj Powiem ci że ja również byłam niejadkiem we wczesnym dzieciństwie, a później (okolice podstawówki) jak zaczęłam jeść to nie mogłam się powstrzymać. efekt raczej marny bo moje BMI nadal jest poniżej normy, ale widać taka moja uroda. Co do niejadków wśród dzieci to na studiach powtarzali nam że nigdy nie powinno się zmuszać dziecko do jedzenia. Poruszyłaś temat ważny bo często mamy pytają o której godzinie (!) najlepiej dawać śniadanie, obiad, podwieczorek czy kolację i w jakich dokładnie ilościach. a przecież Każde dziecko jest inne. Nie ma złotego środka. Ze swoich maminych doświadczeń mogę tylko potwierdzić że bieganie za dzieckiem z łyżką nie daje żadnych dobrych efektów ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twój komentarz podniósł mnie na duchu - jednak to samo mówią w szkołach :P
      Nie wyniosłam tej wiedzy z książek tylko z doświadczenia - własnego. Jeżeli mogę przypuszczać, że Oli charakter chociaż w kilku procentach ma podobny do mnie to namawianie go do czegokolwiek przyniesie na pewno odwrotny skutek. Muszę mieć na niego "sposób", lajtowy sposób :)

      Usuń
  13. Ja nie mam takich skojarzeń z dzieciństwa ale mam trójkę cudownych i drobnych dzieci 😊 starszy syn obecnie 13lat ma od początku "fazę na nie jedzenie " teraz je tylko to co lubi i jest nam z tym dobrze (choć czasem przemycam różne produkty) córka lat 10 ona je dużo i wszystko a waży tylko 25kg, najmłodszy 2lata "próbuje" narazie je wszystko ale np. Dziś troszkę jutro to samo więcej. Chyba "już" mam zdrowe podejście to tego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To doskonały przykład na to, że każde dziecko jest inne, każde ma inny charakter i inne upodobania. A my rodzice musimy tylko to wszystko OGARNĄĆ :)

      Usuń
  14. Ja nie mam takich skojarzeń z dzieciństwa ale mam trójkę cudownych i drobnych dzieci 😊 starszy syn obecnie 13lat ma od początku "fazę na nie jedzenie " teraz je tylko to co lubi i jest nam z tym dobrze (choć czasem przemycam różne produkty) córka lat 10 ona je dużo i wszystko a waży tylko 25kg, najmłodszy 2lata "próbuje" narazie je wszystko ale np. Dziś troszkę jutro to samo więcej. Chyba "już" mam zdrowe podejście to tego

    OdpowiedzUsuń
  15. Jesteś chyba moją bratnią duszą!!
    Miałam tak samo! Nie jadłam bo NIE. Wyglądałam jak ten pajączek o długich i chudych nóżkach, więc średnio ładnie ;) czy z tego wyrosłam? Nie do końca. Moi bliscy przy rodzinnych imprezach lubią ciągle przypominać mi, żebym coś zjadła, a ja jak tam mała dziewczynka na przekór znów powtarzam "nie jestem głodna", by w domu na spokojnie wsunąć to i owo ;)

    Cieszę się, że napisałaś ten tekst. Coś ważnego mi uświadomiłaś! Zaczęłam się łapać na wpychaniu jedzenia Małej Zet, która rośnie na niejadka i buntownika. Muszę się pilnować i tego nie robić!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem, nie wiedziałaś ? :)
      Takie widać mamy charaktery moja droga ! Trudne... i tylko modlić się, by nasze dzieci miały lepsze do tego podejście niż my

      Usuń
  16. Też temat jedzenia traktuje spokojnie. Nie chce jeść? Ok. Nie robię problemów bo też byłam niejadkiem i jako najgorszy koszmar wspominam próby w musze nią mi jedzenia. Być może dzięki mojemu podejściu, synek nie ma problemu z jedzeniem. A może taki się urodził. Grunt to nie stresować dziecka i siebie ☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To doskonała postawa warta naśladowania Tedi!

      Usuń
  17. Mnie się notorycznie obrywa od babć i cioć za podobne podejście do karmienia dziecka. Bo utarło się, że maluch nie wie, kiedy jest najedzony i jaka ilość jest dla niego najlepsza. Że trzeba karmić, że talerz ma być pusty, właśnie tu i teraz. Nie znoszę tego, tak jak argumentu, że "się zmarnuje".
    Moje dziecko samo decyduje kiedy skończyć posiłek, tak jak każdy normalny człowiek i już niejeden bój z moją mamą stoczyłam w tym temacie :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To niestety często spotykane. Ja też obrywam, bo według np. rodziców nie daję dziecku jeść bo UWAGA! sama nie jem. :) długo na ten temat można pisać ale warto też wysunąć wnioski. Nie mniej jednak - chcą dla nas dobrze :)

      Usuń
  18. Bardzo mądry tekst. Myślę, że przyda się wielu rodzicom. Ja sama, choć byłam niejadkiem pod wpływem społeczeństwa (czy raczej rodziny) wpadłam w tę pułapkę i biegałam za synem niejadkiem z łyżką. Były łzy, frustracja i nerwy. Zapomniałam jak to było kiedy sama byłam dzieckiem i nie jadłam prawie wcale, aż do okresu dojrzewania. Dopiero kiedy urodziła się córeczka zaczęłam myśleć o posiłkach racjonalnie. Obecnie mam w domu rozkręcającego się powoli niejadka i dwie wszystko jedzące córeczki, za którymi nigdy nie biegałam z łyżką. Co ciekawe intuicyjnie, całkiem przez przypadek zastosowałam BLW podczas wprowadzania posiłków córeczkom:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami sami zapominamy jak wyglądało nasze dzieciństwo a z niego właśnie, z zachowań naszych najbliższych i przede wszystkim własnych możemy wysnuć doskonałe wnioski :)

      Usuń
  19. Też byłam dzieckiem niejadkiem. Straszyli, wmuszali jedzenie, a ja i tak nie chciałam jeść.
    Mam to szczęście, że Antek od początku był jadkiem. Im starszy tym bardziej wybredny, ale zawsze coś zje. Niestety babcia i prababcia potrafią za nim biegać i wpychać mu jedzenie "bo on głodny!"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie zdawałam sobie jak nas tu dużo! Może dlatego właśnie ten wpis tak wiele przyciągnął czytelników ? Bo choć temat powszechnie znany i trudny to nadal większość rodziców boryka się z tym samym...

      Usuń
  20. Również byłam niejakiego. Tak na dobrą sprawę dalej jestem 😜 synu mój również.. podejście też takowe mam..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że Synkowi przejdzie :) KIEDYŚ MUSI!

      Usuń
  21. Moje dzieci jedzą jeśli mają na to ochotę, zdarzają sie dni, że nie jedzą prawie nic, ale wiedzą też że jak nie zjedzą obiadu to o czekoladkach mogą zapomnieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i o to właśnie chodzi ;) ważna jest konsekwencja !

      Usuń
  22. Przypomniałaś mi tym wpisem śmieszną sytuację, choć wtedy do śmiechu mi nie było... Nie byłam już dzieckiem, bo miałam... hmm pewnie z 17 lat. Nie chciałam zjeść zupy, więc Tato stwierdził, że dopóki nie zjem to nigdzie nie wyjdę. Uparcie siedziałam w domu całe popołudnie, aż niespodziewanie przyszedł do mnie mój chłopak i okazało się, że ja nie mogę wyjść, bo przecież zupy dziś nie jadłam. On nie może wejść bo przyszedł z psem... wielkim psem, który ważył tyle co ja, a u mnie w domu mieszkał pies, tylko taki do kostek ;) Wiesz jak się skończyło? Jadłam tę zupę w przedpokoju, przy otwartych drzwiach na klatkę schodową :D :D :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale pamiętam jak długo rodzice zmuszali mnie do jedzenia :) Wchodziłam w wiek dojrzały i nadal miałam przytyki, zakazy i nakazy i nadal próbowali coś na mnie wymusić. Teraz zeszłam z garnuszka... powoli zapominam jak to jest :)

      Usuń
  23. wysunęłam kiedyś jeden wniosek z mojego odzywania się jako dziecko i tego jak to wygląda w mojej rodzinie, a jak wygląda to w rodzinie męża. U nas zawsze robiło się dziecku to na co ma ochotę, a jeśli były np. flaki, to dla dziecka serwowało się naleśniki na słodko. Wszyscy do obiadu kasza, a dla dziecka frytki, bo kaszy nie lubi, a frytki kocha. I tak stalam się wybrednym niejadkiem, które jadło pięc dać na krzyż i mówiło, że innych nie lubi. Mąż zaczął mnie na spokojnie karmić, proponować różne nowe dania i zapraszać do restauracji z różną kuchnią i tak np. pokochałam sushi, a czasami mam taką ochotę na burgera, że nie mogę wysiedzieć:-) U niego tak nie było jak u mnie. Panowała zasada, dziecko nie da się zagłodzić. Nie chce zjeść tego co wszyscy, to nie, ale nikt nie będzie specjalnie serwował mu racuchów, ugniecionych ziemniaczków, czy delikatnego sosiku.
    Stosujemy tę zasadę i u nas, synek raczej je wszystko (pomijając bunt dwulatka i czasowe fochy), a ja nie musze się zastnawiać co mu ugotować, bo przecież dziś mamy żeberka z kaszą jaglaną;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się tego buntu dwulatka ale przetrwać go trzeba :) Mam nadzieję tylko, że charakter odziedziczy po tacie, nie mamie :P

      Usuń
  24. Ze mną było to samo, pamiętam ten ciągły odruch wymiotny, a teraz mam taki sam egzemplarz w domu :-/

    OdpowiedzUsuń
  25. przez pierwsze półtora roku życia mojego dziecka świat się kręcił do tego stopnia wokól niej że byłam w stanie wieczorem wyśpiewać dokładnie ile gram czego zjadła. Tak byłam szurnięta - teraz to wiem. Opamiętałam się i teraz jak mówi że nie chce to po prostu nie je. Okazuje się że potrafi powiedzieć że jest głodna.... Do wszystkiego trzeba dorosnąć, jak to mówią lepiej późno niż za późno ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, do wszystkiego trzeba dorosnąć. Z biegiem czasu podejście nas jako rodziców się zmienia.

      Usuń
  26. chyba wyglądałyśmy w dzieciństwie podobnie:D

    OdpowiedzUsuń
  27. Dokładnie! Zgadzam się ze wszystkim! U mojego męża w domu tak było, cały czas wciskali mu jedzenie! Zupka, ciasteczko, chlebek, bananek, gruszka! Ciągle! W dzieciństwie mieszkali z babcią więc atak był zmasowany :P Efekt - nie jadł, teraz też często zapomina o jedzeniu. U mnie w domu nigdy nikt mi nie wciskał jedzenia. W porach posiłków jadłam ile chciałam, tego co było na stole. Nikt nie gonił mnie z widelcem, a o szykowaniu specjalnych posiłków mogłam zapomnieć. Efekt jem regularnie, nie wyobrażam sobie dnia bez śniadania, obiadu i kolacji. Rozmawialiśmy o tym wiele razy z mężem i nasze dziecko je ile chce. A różnie z tym bywa, czasem mogłaby zjeść "konia z kopytami". A czasem skubnie troszkę i więcej nie chce. Nie wciskam. I nie mam zamiaru "torturować" dziecka jedzeniem, bo jedzenie ma być przyjemnością. Od urodzenia karmiłam piersią więc nigdy nie wiedziałam ile zjadła. Ufam jej. Je ile potrzebuje. Efekt jest taki że uwielbia jeść. Próbować. Może nie je dużo, ale sprawia jej to frajdę :D i to najważniejsze :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brawo mama! ;) Zapewne mąż też nie wspomina tego czasu dobrze ale na szczęście minęło :)

      Usuń
  28. i dla mnie w dzieciństwie jedzenie to była nuuuda ! dlatego nie zmuszam synka aby jadł ponad miarę, jednak chyba czasem przesadza... :) za to córeńka moja to urodzony smakosz - plasterek pomidorka przekąsza plasterkiem cebulki z mojej kanapki i mruczy mmmm

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nuuuuda, masz rację. Ja w okresie dojrzewania wolałam pisać notatki niż jeść - strata czasu :P

      Usuń
  29. Ja akurat lubiłam zawsze i do dzisiaj lubię jeść :)
    Polka różnie, ale też staram się nie zmuszać- nic jej się nie stanie jak raz nie zje obiadu. Za to we wmuszaniu mistrzami są dziadkowie- jak mnie to wkurza, że zmuszają ją do jedzenia (raz nawet się popłakała i musiałam ostro zareagować). Po co wciskać dziecku jedzenie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba Ci nasi dziadkowie to są faktycznie mistrzami w tej dziedzinie. Ale oni chcą tylko nieba uchylić :P

      Usuń
  30. Kurcze, u nas nawet przegłodzenie nic nie daje! Jak się Olisiek uprze to nie ma przeproś! Bajki, opowiadanki, teatrzyki, gry - nic nie daje rady i już... Taki charakterek...;) Jego waga piórkowa również to odzwierciedla, ma 25 miesięcy i waży 10 kg, przy 87 cm wzrostu...;) Kiedyś mnie to przerażało i ,,rwałam" włosy z głowy z nadmiaru obaw! Dziś wiem, że ten typ tak ma i już!;) Podobno po mamusi...;p Więc to by wiele tłumaczyło!!!;))

    OdpowiedzUsuń
  31. U mnie jest dokładnie ta sama zasada jeśli chodzi o jedzenie. Tak postępowałam przy pierwszym dziecku i tak jest przy drugim. Dziecko jak jest głodne samo z siebie zje wszystko z duzym apetytem. Wszystko mam na myśli, nie to co nałożone na talerzu ale jako większą gamę posiłków.I nigdy nie miałam problemów jeśli chodzi o jedzenie u dzieci.Moja bratowa natomiast wtyka, podtyka non stop coś dzieciom. Dzieci ciągle mają coś w żołądku i jak zje mniej obiadu bo było wcześniej najedzone, po obiedzie po 30 minutach juz cos daje do jedzenia bo zjadł mało obiadu. Gdy ona biega z jogurtem po całym podwórku za dzieckiem 3 letnim ja takim samym jogurtem nakarmię dziecko 1,5 roczne w czasie o połowę krótszym.I zawsze słyszę " Ale ty masz dobrze że dzieci Ci jedzą"...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ja to skądś znam ;P Tylko nie mogę opanować już babć - nadrabiają za mnie. Ostatnio patrzę a moja mam na kolanach karmi w korytarzu Oliwierka przed lustrem . Chyba z tego "nie wyrośnie" :P

      Usuń
  32. ja tego problemu nie miałam,mojego dziecko też nie zmuszam do jedzenia,chce to zje,nie to nie,jedyny co to chowam słodycze zwłaszcza wieczorem,niby je naprawdę rzadko aleee wieczorem na kolację prościej jest zjeść cukierka niż kolację,którą przygotowała mu mama,leń odzywa się wieczorkiem,wtedy mówię albo zjesz co jest albo będziesz głodny,i jak już jest w łóżku wtedy jednak dochodzi do niego,że jednak lepiej zjeść tą kolację :D

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.