9 maja 2016

Mam kryzys wychowawczy!


Gdy Twoje dziecko zachowuje się tak, jak nie wypada. 



Pamiętacie, jak pisałam Wam, że Oli jest dzieckiem grzecznym? Zawsze chwalony. Zawsze spokojny. Zmieniło się to! Diametralnie! Nadszedł ten czas "głupio-mądry". Mówi się, że to bunt dwulatka. Mówi się, że to skok rozwojowy. Ale ja mówię, że dziecko w tym wieku staje się dużo bystrzejsze i mądrzejsze, przy czym nadal nie potrafi okiełznać uczuć: złości zwłaszcza. Testuje nas? Być może. Uczy się zapewne jak okazywać swoje emocje. Być może nie przekazaliśmy mu jeszcze, jak w pewnych sytuacjach powinien się zachować?

Znikąd pojawił się kryzys wychowawczy! Czerwienię się, gdy na widok obcych ludzi zaczyna grymasić. Denerwuję się, gdy kładzie się na podłodze w momencie brania za rączkę, kiedy kierować się mamy w innym kierunku, niż ten, który wybrał. Złoszczę się, gdy kolejny raz próbuję go przebrać, a on wygina się i ucieka. Próbuję panować nad emocjami. Tłumaczę. Tłumaczę. Tłumaczę. Czasami głos uniosę. Czasami posunę się do różnych (niepoprawnych) sztuczek, by okiełznać moje dziecko. I znów tłumaczę, ale czasami wydaje się, jakby nie reagował na słowa, jakby nie słyszał, jakby nie rozumiał, co do niego mówię. Czuję bezsilność, potem frustrację, na końcu złość na samą siebie. 

Jesteśmy na urlopie, w hotelu Trzy Wyspy pełne oblężenie. Mnóstwo obcokrajowców otwartych na rozmowy z naszym maluchem. Absolutnie przyjazna atmosfera. Kilka chwil zaczerwienienia, kilka frustracji, wiele uśmiechu! Spotykam się często ze stwierdzeniem, że osoby starsze negują i rodziców, i źle zachowujące się dzieci - absolutnie nie trafiliśmy jeszcze na takich ludzi! Ich spojrzenia mówią "to taki wiek, wyrośnie!".  Mam wrażenie, że to młode, jeszcze bezdzietne pokolenia (dodajmy: niedoświadczone), którym wydaje się, że wszystko jest absolutnie kwestią wychowania rodziców są bardziej skore do dawania uwag w kwestii wychowania dzieci. Wszystko wydaje się takie proste... mi też się wydawało. Teraz nie jest! Zdaję sobie sprawę z tego, że mogę wyolbrzymiać. Doskonale wiem, że w tej chwili skupiłam się tylko na tym, co złe, a przecież jest tyle cudownych chwil, tyle spokojnych dni, tyle naprawdę pozytywnie zaskakujących gestów i zachowań... I podsumowując to wszystko trzeba stwierdzić, że nadal mam grzeczne dziecko z małymi odstępstwami. 

Szukam w sobie cierpliwości. Potrzebuję jej niezliczonych nakładów! Próbuję słuchać tego, co podpowiada mi intuicja, bo daleka jestem od szukania w poradnikach tego, jak powinnam postępować z własnym dzieckiem o indywidualnym charakterze. A może powinnam? Może warto uświadomić sobie od osób mądrzejszych ode mnie jakie popełniam błędy wychowawcze? Czy po prostu wziąć się w garść, tłumaczyć, tłumaczyć, przeczekać? 












Miejsce: Promenada Świnoujście









Oli -: czapka - H&M, kurtka - Reserved, spodnie - Monello, buty - Bartek
Plecak w plusy - Turlu Tutu (kolekcja geometric!)
Mama: bluza, spodnie - Sinsay, buty - Big Star
Wózek: Mamas&Papas UMBRO, poduszka Wendre

51 komentarzy:

  1. U nas to samo... jak wrzeszczy czekam az sie uspokoi, rzuca sie na podloge nie reaguje... nie zwracam uwagi na ludzi obok... wole swoje metody niz "klaps" z kazdym kolejnym razem jest latwiej... najwazniejsze nie ulec, bo jak raz sie poddasz bedzie gorzej :-) Wyrosna 😎

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby tak było! Trzeba zawsze kierować się sumieniem intuicją. Czasami wystarczy przeczekać, wziąć oddech i zamknąć na krotki moment oczy. Przeczekać kryzys

      Usuń
    2. u nas kryzys jest srednio co 5 min heheh... jeszcze niedawno frustrowalo mnie zachowanie Olka strasznie, co dodawalo oliwy do ognia, machnelam reka i jest lepiej. Dzieci sa naszym odbiornikiem bez dwóch zdan ;-)

      Usuń
  2. Mam tak samo! Nie martw sie nie Ty jedyna przez to przechodzisz...moja córka ma 22 m-ce i jest identyczna. Wszystko robi na opak. Ja mowie tak ona mowi nie i tak w kolo...a przy tym jest tak slodka i kochana,ze czasem rece opadaja i zastanawiam sie co siedzi w tej male blond glowce...kiedy z Aniolka przemienia sie w Diabla 😉 Jedno wiem na pewno-nie jestesmy zlymi matkami!! Taki etap,ze dziecko musi nauczyc sie radzic z emocjami i okazywaniem ich. Jedyne chyba co mozemy zrobic,to przeczekac i miec cierpliwosc,ktorej u mnie juz coraz mniej😜 Pozdrawiam Cie cieplo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja domyślam się, że każda matka ma gorsze dni, tygodnie, czasami nawet miesiące. Trudno jest czasami przed samą sobą powiedzieć "robię wszystko, by wychować go na dobrego człowieka", bo jednak nadal nie wiem, jakie będę tego wychowywania rezultaty. Życzę Ci nadmiarów cierpliwości ;* oby jej nigdy nie zabrakło!

      Usuń
  3. To naprawdę taki wiek. Kacper jest w podobnym wieku i są dni jakby mu diabeł za skórą siedział-wszystko inaczej niż my lub cały dzień na raczkach u mamy

    OdpowiedzUsuń
  4. Mój mały ma 3lata 8miesięcy i chyba mu tak zostało...
    Nie mogę sobie z nim dać rady...
    Klapsy, kary, zabieranie zabawek, zakaz na bajki nic nie daje, młody jest twardszy niż ja...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :( może jeszcze nie wszystko stracone?
      Wiem... bywamy słabe, czasami lepiej zignorować niż posunąć się do czegoś, czego możemy żałować. Szkoda tylko, że tak jak im jest trudno zapanować nad emocjami, tak samo nam...

      Usuń
  5. każdy maluch przez,to przechodzi :) mój zawsze musiał postawić na swoim,a kiedy mówił tak to było nie, a jak nie to było tak... :)

    OdpowiedzUsuń
  6. U nas to samo. Na co dzień jest całkiem znośnie, ale niedzielna Msza t od 3tyg masakra. Spacer olewam,ale gdy wyłazi na ołtarz i staje na krawędzi schodów zamieram ze strachu. Pędzę po Niego,a On ucieka dalej. Zabieram tylko ze względu na bezpieczeństwo, a On krzyczy, ba drze paszcze. Przypinany w wózku wywołuje jeszcze więcej krzyku. Czerwienie się i uciszam, raz wyszłam ze spuszczoną głową i łzami w oczach. Nie radzę sobie, złość frustracja we mnie narastają, bo przecież to "nie moje dziecko, ono się tak nie zachowywało"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo ! Faktycznie, robi się ciekawie. Można powiedzieć, że ten 'kryzys' zaczął się u nas w podobnym momencie. Staram się jak mogę go przetrwać. W takich sytuacjach wydaje się, że powinniśmy w ogóle odpuścić wychodzenie z domu... Ale czy tak powinniśmy te problemy nasze rozwiązywać ?

      Usuń
  7. ja mam kryzys co drugi dzien, kiedy nie wiem w co rece wsadzić, praca w korpo na etacie, nadgodziny, do tego opieka nad Amcia, mąż wyjezdzajacy w delegacje ;/ i ciagle balagan w domu, wszystko to sprawia ze mam ochote wyjsc, zamknac drzwi i nie wracac ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziwiam Cię, że to wszystko ogarniasz... i tak dobrze idzie Ci łączenie bloga z pracą w korporacji :* oby tak dalej!

      Usuń
  8. Kryzysy..normalka, chyba każdy ma chwile "zwątpienia" w Swoje siły i czy na pewno robimy wszystko tak jak należy. Jak Iza jest aniołkiem no to ok, ale jak pokazuje diabełka no to pytanie "czy to moja wina"
    w dziecku jest tyle emocji, z którymi po protu nie umie sobie poradzić a I testuje naszą cierpliwość

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakbyś mi czytała w myślach Kochana ..

      Usuń
  9. Moja córeczka ma dopiero 20 miesięcy, ale też powoli zaczyna się u nas ten trudniejszy okres poszukiwania siebie i nadmiernych emocji. Staram się być cierpliwa, jak tylko mogę, tłumaczyć, przytulać, ale nie zawsze mi to wychodzi. Czasami tracę tę cierpliwość i zdarza mi się krzyknąć. A potem pojawiają się wyrzuty sumienia. Wiesz, ja nie będąc jeszcze matką też myślałam, z e to wszystko jest łatwiejsze. Życzę Ci ogromnych pokładów cierpliwości i wytrwałości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja Tobie również :* Ja nie będąc matką nie zastanawiałam się nad takimi kwestiami. Nigdy nie oceniałam też innych matek a takie sytuacje jak krzyk w markecie trafiałam jako jednorazowy incydent bo przez co mogłam oceniać, że to normalne u tego czy tamtego dziecka? Zawsze widziałam, że rodzicom było głupio...
      Jednak gdy role odwracały się i krzyk był u rodzica a nie dziecka - to już zmiana diametralna !

      Usuń
  10. Jest wiele książek w duchu rodzicielstwa bliskości, które właśnie na indywidualność dziecka i relacji z rodzicem bazują. Nie dają gotowych recept, ale pozwalają lepiej interpretować zachowania dziecka i wskazują kierunek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, daleka byłam sięgania po poradniki, ale teraz żałuję, że czasu ciąży nie wykorzystałam właśnie czytając na temat wychowania. Interesowało mnie to, co na początku - czyli pierwsze kontakty, pierwsze umiejętności, pielęgnacja.... Wydawało mi się, że wychowanie zaczyna się od momentu, gdy dziecko zaczyna rozumieć... myliłam się

      Usuń
  11. U nas bunt dwulatka też w pełnym rozkwicie, więc histerie w miejscach publicznych i akty agresji mamy na porządku dziennym. Wczoraj Mąż został przez Bąbla do krwi ugryziony...w nogę, ja natomiast musiałam dzielnie i z zimną krwią wysłuchać mega-płaczu bez żadnej wyraźnej przyczyny, który trwał ponad 30 minut i skończył się równie nagle i niespodziewanie, jak się pojawił. Na szczęście poza tym wszystkim nasz Junior to nadal mega-słodziak, więc długo się na niego nie można gniewać :) Trzeba jakoś przetrwać te najgorsze chwile i uzbroić się w potężne pokłady anielskiej cierpliwości. Powodzenia ! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chociażby nie wiem jakimi Łobuziakami byli, i nie wiem jak wysoko podnosili ciśnienie to i tak kochać będziemy ich bezgranicznie! :*

      Usuń
  12. U nas to samo, Michaś jest bardzo pogodny i uśmiechnięty, ale nie raz odwala takie sceny, że nic tylko zapaść się pod ziemię :) Już i tak jest dużo lepiej, ale często zastanawiam się czy ma wszystko ok z słuchem :P Też nieraz stosujemy średnio wychowawcze metody... ale człowiek czasami już nie ma siły...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż można zrobić, tylko przetrzymać te gorsze chwile. I absolutnie Cię rozumiem - sądzę, że u nas jest podobnie

      Usuń
  13. Cu nas jest tpodobnie. Tyle tylko ze to zadna zmiana

    OdpowiedzUsuń
  14. Takie kryzysy matki to normalka :) Takie bunty dziecka są w każdym wieku, wierz mi, moja córka ma 6.5 roku! :))
    Teksty i spojrzenia par, które nie mają jeszcze dziecka albo tych ludzi, którzy już zdążyli zapomnieć jak to jest je mieć.....no wkurzaja mnie!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I absolutnie się nie dziwię. Ale jeśli chodzi o ludzi - zdecydowanie przyjaźniej podchodzą do takich sytuacji starsze osoby niż młodsze. Właśnie przez brak doświadczenia. Zrozumie Cię tylko inna matka, która również od czasu do czasu zmuszona jest się zaczerwienić

      Usuń
  15. Każdy rodzic przez to przechodzi. Mój synek ogólnie jest bardzo grzeczny, ale zdarzają sie sytuacje, że wystawia moją cierpliwość na próbę. Jest krzyk, płacz. Wczoraj usiadł na środku chodnika i nie zamierzał się ruszyć dopóki nie dostanie zabawki, którą zobaczył w kiosku obok. Oczywiście jej nie dostał ale jakoś udało się opanować sytuacje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba tak, chyba każdy rodzic przez to przechodzi. Jak z jednym dzieckiem jest dobrze, to drugie nadrabia ;)

      Usuń
  16. Taaaa...u nas to samo:) mnie już to nie wyprowadza z równowagi, bo wiem, że mojej małej B. to przejdzie, choć ostatnio albo foch, albo szczupak rozpaczy, albo krzyk w nieboglosy...w sumie jak o tym teraz myślę, to trochę nawet mnie to bawi, bo takie urocze czasami:PA masz absolutnie rację, to efekt tego, że dzieci stają się mądrzejszy i bardziej świadome. To naprawdę bardzo, bardzo dobrze powiedziane:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to jest urocze, że tymi maluszkami targają takie emocje, nad którymi nie mogą zapanować. Musimy im w tym pomóc, musimy ich tego nauczyć!

      Usuń
  17. U nas to samo :))) czasami ręce opadają. Ale mówimy, że to bunt i jakoś łatwiej nam to znieść. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo machnie się ręką, i powie "to przejdzie" :)

      Usuń
  18. Och chyba większość z mam to przechodzi ;) Mi nieraz ręce opadają przy Miśku, a Niunia lubi go naśladować ;) W sklepie nie umie ustać, ucieka. W domu ostatnio zapomniał co to sprzątanie, ale najgorsze że z przedszkola zaczął przynosić niezbyt fajne zwroty np. "mam to w dupie", "chcesz w paszcze?" - aż wstyd gdzieś wyjść, żeby wśród ludzi z takim tekstem nie wyjechał ;) A jego ulubiony ostatnio tekst "skoro powiedziałem, że tego nie zrobię, to tego nie zrobię, jakbym powiedział, że to zrobię to bym to zrobił, ale tak nie powiedziałem" - pierwszym razem aż szczękę z podłogi zbierałam ;) nie wiem skąd te dzieci to biorą

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci Aniu, że czytając te jego zwroty działa wyobraźnia i buzia mi sie uśmiecha ale wiem, że Wam do śmiechu nie jest. Z naszych dzieci robi się taki "mały stary" człowiek. Strach się bać co powiedzą... ale ten etap jeszcze przede mną ! Gromadzę na niego resztki cierpliwości :)

      Usuń
  19. W takich chwilach nic nie cieszy tak jak zwierzenia innej matki, która nie radzi sobie ze zbuntowanym dwulatkiem. Niby przerabiam to już kolejny raz, ale wcale mi nie jest przez to lżej. Są takie momenty, że wszystkie sprawdzone sposoby zawodzą i mam ochotę strzelić fochem jeszcze większym niż moja córka. Dobrze, że mamy jeszcze młodego do pomocy, bo jak my nie możemy, to on jakoś się z nią zawsze dogada ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. masz rację... przebrnęłam przez Wasze komentarze i wiem, jak wiele matek musi się z tym stanem uporać. Z kryzysem. Z kryzysem swoim i ich - tych naszych maluszków !

      Usuń
  20. Też przez to teraz przechodzimy. Idziemy na spacer i Franek zawsze chce iść w innym kierunku. Jedziemy do babcia, to chciałby do cioci. Przychodzi pora kąpieli, to nie chce wejść do wanny, ale jak już da się przekonać to zaraz kolejna przeprawa z wyjmowaniem i tak cały dzień. Czekam, aż minie, choć czasem głos podniosę gdy brak mi już sił. Z czego oczywiście dumna nie jestem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inny kierunek ? U nas to normalne. Złap go za rękę, gdy nie chce to będzie leżał na ziemi. A gdy go weźmiesz na ręce - wygnie się tak, że ledwo co go utrzymasz. Ale mam nadzieję, że to przejściowe... naprawdę.

      Usuń
  21. Zet ma dopiero 16, no prawie 17 m-cy, a ja mam wrażenie, że ona już ma bunt dwulatka! Bo jak to nie jest bunt dwulatka, to ja się już boję! Upieranie się jest na porządku dziennym. Ja tłumaczę, tłumaczę a ona jakby nagle traciła zmysł słuchu. Na słowo nie, bądź moje postawienie na swoim reaguje histerią, rykiem, kładzie się na podłodze ... ale tak ma głównie, kiedy zostaje tylko ze mną. Z innymi tak sobie nie pogrywa. Ale poza tym jest kochana ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że Zet jak szybko przyszło tak szybko przejdzie. Oby cierpliwości Ci nigdy nie zabrakło !

      Usuń
  22. U Nas na dzień dzisiejszy (odpukać :) ) cisza. Rok temu przechodziłam z Polą istny dramat, wszystko było na ,,nie'' i nic nie pasowało. Choćbym stawała na głowie pewnie i tak robiłabym to źle :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Także to dowód na to, że ten czas przechodzi :)

      Usuń
  23. Kochana u Nas to samo... Oliś ogólnie jest jak Aniołek, ale niekiedy ma dziwaczne napady i wtedy ciężko cokolwiek zaradzić! Staram się być cierpliwa, zagryzam zęby, nie biję, nie krzyczę, nie karcę - tłumaczę jeden, drugi, piąty dziesiąty raz!;) Mocno wierze, że w końcu coś dotrze i zostanie w tej małej ślicznej główce!;) Wytrwałości!!!Damy radę!

    OdpowiedzUsuń
  24. Przechodziłam przez to samo. Bywało, że z bezsilności płakałam.
    Musisz uzbroić się w dużą masę cierpliwości, a poradniki nic Ci nie dadzą.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  25. Znam to, znam! Mam taki kryzys... z dwa razy dziennie ;) No, czasem raz :) Ależ Oli już jest duży :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Stołówka synusia rewelacja

    OdpowiedzUsuń
  27. Polecam melisę. Ja piję codziennie na wieczór i jestem taaaka tolerancyjna. :D U nas jest o tyle "gorzej", że mała ma sporadyczny bunt dwulatka jakoś od pół roku a ma dopiero rok i 8 miesięcy. :D Zauważyłam jednak, że im więcej jej tłumaczę, wstawiam bajerów itp, tym łagodnieje ta buńczuczność. :D I czasami po chwili tłumaczenia bez cyrków idziemy spokojnie za rączkę z powrotem do domu z placu zabaw, albo bawialni. Jestem wtedy z nas bardzo dumna. :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Iza D- www.nietylkorozowo.pl30 lipca 2016 12:47

    Ja to mam taki kryzys, że hej. Moja z kolei w miejscach publicznych to prawie anioł, za to w domu rożki jej wychodzą w momencie przekroczenia progu. I wkurzam się ciągle, bo nie słucha mnie w ogóle. Normalnie jak do ściany. I jak poradników nie lubię, tak w akcie desperacji sięgam. Na szczęście histerii, z męczyliśmy się na wiosnę jest coraz mniej.

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.