13 listopada 2016

Nawet gdy mnie nie ma - jestem! MAMA


Pochorowaliśmy się. 
Najpierw ja
Potem Synek
Całą trójką przeprowadziliśmy się w szpitalne mury. 



Minęło! W ubiegły czwartek zginęłam. Od tak... wyszłam całując w czoło, z jakimś dziwnym smutkiem na twarzy - nie wróciłam. Olu co jakiś czas zadawał w domu pytanie, chociaż może to było stwierdzenie: "mama przyjedzie". Wieczorową porą podchodził do drzwi wiatrołapu, spoglądał przez dziurkę od klucza  i powtarzał to samo z tęsknotą i nadzieją w głosie. Nie przyjechałam.
Trudno jest wyjeżdżać z domu z myślą o tym, że rozłąka może potrwać kilka dni. Trudno jest wytłumaczyć roześmianemu 2,5 letniemu dziecku, że mama znika.... doprowadzając go tylko do histerii - tego się obawiałam, tego uniknęłam. Pomachałam na pożegnanie, zamknęłam drzwi... 

Mąż wrócił beze mnie. Jego obecność była wystarczająca. Minęła pierwsza noc, potem druga, ale gdy nadszedł trzeci (sobotni) wieczór i jakiś cholerny wirus rozłożył mi Synka, który po godzinie dosłownie przez ręce mężowi leciał - wówczas mnie zabrakło...
Czy może Matkę boleć serce bardziej, niż przez tą bezsilność w momencie, w którym potrzebna jest jej matczyna opieka? Moje dzieciątko wylądował w szpitalu i mimo, że leżało tak blisko mnie, że dzieliło nas kilkanaście metrów i kilka oddziałowych drzwi nie mogłam mu pomóc... Nie mogłam go nawet przytulić... Musiałam myśleć tylko o tym Maleństwie, które noszę pod sercem. 

Nawet gdy mnie nie ma - jestem MAMĄ. Kocham, myślę, tęsknię, troszczę się... nie przesypiałam nocy, nie wytrzymywałam chwili bez informacji co się dzieje. Planowałam, pouczałam, sprawdzałam, zabiegałam.... chociaż przecież mnie tam nie było.

Przetrwaliśmy to! Minęło... Więcej takich doświadczeń nie chcemy! 


Będąc na oddziale patologii ciąży chyba jeszcze bardziej uświadomiłam sobie, że niewiele już przed nami zostało. Rozpoczął się 31 tydzień. Czas biegnie nieubłaganie szybko. Mam Wam tyle do pokazania.... tyle drobiazgów do przygotowania, tyle niespodzianek i próśb.

Z jesiennego spaceru, ostatniego być może przed zimą, przesyłam Wam uściski :* Nasz rodzinny weekend dobiega końca... 



tymczasem...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.