28 kwietnia 2017

Buty, dzięki którym schudłam!


Wchodzisz do sklepu. Kupujesz. Zakładasz na nogi i... chudniesz! 
Chciałabyś, by tak było, prawda? I tak będzie! Obiecuję Ci! Skąd pewność? Bo przetestowałam! 

Wyobraź sobie, kupiłam buty! Nie jakieś tam zwykłe. Sportowe! Z lenistwa, rzecz jasna nie wybrałam się na zakupy do sklepu stacjonarnego - bo po co, skoro mogę siedząc w fotelu wygodnie kupić takie buty w sklepie internetowym. Bez kolejek, bez wysiłku - kilka ruchów dłonią, kilka kliknięć, szybki przelew, jeszcze szybsza dostawa. Kupiłam te buty, bo chciałam schudnąć - jak każda matka, która jest świeżo po porodzie, ma na sobie kilka lub kilkanaście kilogramów na plusie i chciałaby to zgubić. Jeszcze pamiętam, z czasów szkolnych, że ruch to zdrowie, a bycie fit jest możliwe tylko wtedy gdy do diety dołączymy ćwiczenia. Więc kupiłam sobie but owy, sportowy, bo świadoma byłam tego, że dzięki niemu ruszę się z domu, dzięki niemu schudnę! 



Zupełnie jak co dzień rano wstając z łóżka - potrzebna mi była motywacja. Jeszcze przed porodem mówiłam głośno: "niech tylko połóg minie, ruszam na siłownię". Zbierałam ekipę, umawiałam się z sąsiadkami (z tego miejsca pozdrawiam, bo pewnie mnie sąsiadko czytasz:) planowałam rozkład dnia i... Leo ma prawie 5 miesięcy a na siłowni jeszcze nie byłam. Po porodzie odczekałam na spokojnie czas połogu. Wedle książkowych zaleceń  - 6 tygodni oszczędzałam się po ciążowym i porodowym wysiłku. Organizm miał wrócić do formy, a dbając o niego niezwykle dorzuciłam jeszcze 3 tygodnie - należało mu się - swoje zrobił! Potem zaczęły się schody... niby miałam ćwiczyć, niby wszystko uzgodnione, niby zapał był ale... przeciwności pojawiły się również, bo... 
...albo mąż na służbie
...albo zbyt późno wrócił 
...albo padało, a przecież ja taka osłabiona, niedospana - infekcja murowana
...albo któreś z dzieci miało gorszy dzień
...albo niezapowiedziani goście
...albo mogłam, ale zapomniałam
...albo...
...albo...
...coś tam... 
A kiedy argumenty się już skończyły, zebrałam się w sobie i szykując się na ten ów wypad stanęłam w garderobie i... uświadomiłam sobie jedno: no jak? Skoro nie mam co na siebie włożyć, skoro nawet nie mam sportowego obuwia?? 
Fakt był jeden: bez sportowego odzienia, bez sportowych butów to ja z domu nie wyjdę. To nie zdrowe! Nie wypada... Więc siedziałam.

... i usiadłam przed komputerem. Odpaliłam sklep online. Wybrałam sprawdzone już sportowe buty. A kiedy do drzwi zapukał kurier i moje Nki mogłam już włożyć na stopy - nie miałam już wyjścia! Źle napisałam! Miałam wyjścia! Miałam wyjścia na długie i krótkie spacery z dziećmi, z jednym w chuście, z drugim w wózku dla dodatkowego obciążenia. Pobiegałam wokół domu, w pobliskim lasku, na pobocznej drodze.  Poćwiczyłam przed TV.  I schudłam. Tak po prostu. Dzięki tym butom. Dzięki ich motywacji.




I tak zwykły but sportowy sprawił, że schudłam, stał się motywacją. Najzwyczajniej w świecie zabrakło wymówek! Wstyd byłoby ich nie założyć, nie wykorzystać. Wstyd byłoby, gdyby leżały w szafie, chociaż ich celem był w ruch wprawić matczyne uda. Wstyd przed mężem. Wstyd przed samą sobą. My, matki nie lubimy w błoto pieniędzy wyrzucać. Zatem zmusić się musiałam do ruchu, musiałam pokonać swoje lenistwo. Wystarczyło wyeliminować wymówki...

I co tu ukrywać? Jeśli kupisz karnet na siłownię - będziesz chodzić. Jeśli kupisz garnek do gotowania na parze - przejdziesz na lekkostrawną dietę. Jeśli kupisz rower - będziesz na nim jeździć. To takie proste... Zawsze rób wszystko, by zabrakło wymówek!


Przy okazji daje Wam motywację w postaci kodu rabatowego: MARTYNAM20 ! 20% zniżki na zakupy w sklepie @mivoshoes ( przy zamówieniu minimum 50zł!) 😘😘
Niech moc będzie z Wami!









1 komentarz:

  1. Odchudzające buty ! No tego jeszcze nie było ;)
    Pozdrawiam - Patrycja

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.