(prawdo)podobieństwo!

No!

Prawdopodobnie gdybym mamą teraz nie była, siedziałabym za biurkiem w swojej wielkiej korporacji, wlepiając swoje wyspane oczy w kolejną tego dnia analizowaną procedurę. Prawdopodobnie nosiłabym już na nosie okular, nadal najwyższe szpilki zamiast wygodnych trampek, i najmodniejsze w kroju wąskie spódnice. Prawdopodobnie dorobiłabym się własnego auta, którym pędziłabym co najmniej raz w miesiącu na "drobne" zakupy DLA SIEBIE. Prawdopodobnie z przyjaciółką! W między czasie znalazłabym czas na podróże z mężem, prawdopodobnie znacznie dalsze niż 400km od domu. Wcale nie ukrywam, że prawdopodobnie nie prowadziłabym jakiegoś tam bloga, ewentualnie jakiś profil na Instagram, w którym pochwaliłabym się zdjęciem w kolejnym zwiedzonym kraju. Wszystkie wolne weekendy prawdopodobnie spędzalibyśmy na zakrapianych lekko imprezach z dalszymi i bliższymi znajomymi, których (podejrzewam) prawdopodobnie byłoby więcej. Znając siebie z czasów sprzed macierzyńskich prawdopodobnie miałabym teraz nadal biały, ale sterylnie czysty dom, z czystym szklanym stolikiem, przy którym prawdopodobnie piłabym teraz najbardziej aromatyczną GORĄCĄ kawę z ekspresu... I najprawdopodobniej o niczym innym nie marzyłabym, jak... zostać MAMĄ.

Prawdopodobnie wchodząc w macierzyństwo nie miałam najmniejszego wyobrażenia co do tego, jak zmieni się moje życie. Jak wiele nieprzespanych nocy mnie czeka. Jak często będę robić pranie. Jak bardzo mój dom będzie brudny. Jak soczyście przebluźnię te jasne podłogi w kuchni... i jak cudownie będzie czuć się w swojej skórze - w skórze mamy. 

Bo prawdopodobnie nic piękniejszego nie mogło mnie spotkać, niż te moje małe buźki tak słodkie, tak kochane, z tej samej krwi, z tych samych genów - a tak niepodobne do siebie. Jeden bardziej Miazek, drugi bardziej Górczyński. Jeden spokojny, drugi żywioł - tak przewiduję. Jeden woda, drugi ogień. Prawdopodobieństwo, że Leo będzie bezproblemowy, czy rozważny jak Oli jest bliskie 10. 10/100! Prawdopodobieństwo synchronizacji chociażby ich snu jest bliska 1, bo długość snu dziecka jest odwrotnie proporcjonalna do naszych planów i potrzeb. Może podobni się kiedyś zrobią - owszem, PRAWDOPODOBNIE! W końcu genów się nie oszuka. Teraz jednak wszyscy mówią: "są zupełnie inni, oni nie są do siebie podobni" - a my godzimy się z tym w zupełności. Co by było, gdybym dzieci nie miała? 
Prawdopodobnie... chciałabym je mieć! Takie a nie inne...  (nie)podobne! ;) 

Gdybym nie była mamą, nie czułabym się tak potrzebna, jak teraz się czuję. Niezbędna do życia podobnie jak powietrze. Prawdopodobnie nie wyobrażałabym sobie nawet, jak cieszy każda chwila spokoju, nie doceniałabym czasu spędzonego tylko we dwoje - chociażby na zakupach w supermarkecie.  Prawdopodobnie nie doceniałabym w pełni tego, co robiła dla mnie moja mama, i nie podziwiała swojego męża za to, jakim jest człowiekiem podobnie jak on nie patrzyłby na mnie z taką wdzięcznością, z jaką teraz patrzy. Prawdopodobnie żyłabym chwilą, nie wybiegając tak daleko w przyszłość, jak teraz wybieram. Prawdopodobnie nie odnalazłabym w sobie zamiłowania do fotografowania i nie miała świadomości jak bardzo ulotna bywa chwila. Gdybym nie była mamą, prawdopodobnie nie wiedziałabym nadal co to prawdziwa miłość. Oddanie. Zaangażowanie. 
Najprawdopodobniej nie czułabym się w pełni szczęśliwa... 


 Uwaga! (prawdopodobnie) nie mogłam się powstrzymać, chociaż foto nie wyszło :) 



12 komentarzy

  1. bez dzieci życie nie ma sensu. można mieć piękny elegancki drogi dom super auto jeździć na drogie modne kuroty robić zakupy w Mediolanie i Paryżu, chwalić się na Instagramie swoimi najnowszymi sandałkami od Paco Rabbane ale to życie jest bez sensu

    OdpowiedzUsuń
  2. naszebabelkowo.blogspot.com31 lipca 2017 21:58

    Pięknie napisane :) Czasami dobrze tak sobie "pogdybać" i rozważyć różne scenariusze - żeby docenić to, co się ma :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Masz rację :)
    Chociaż zawsze wstrzymuję się od zwrotu 'co by było gdyby (...)' to jednak gdy wracam do siebie z przed lat, odkąd pamiętam marzyło mi się macierzyństwo...

    OdpowiedzUsuń
  4. Bo nie ma w nim najważniejszej rzeczy...
    Chyba, że ktoś ponad taką MIŁOŚĆ ceni sobie dobra materialne...

    OdpowiedzUsuń
  5. Ach... uwielbiam te Twoje wpisy:) prawdopodobnie, a raczej bardzo możliwe, że myślę często tak jak i Ty ;) Choć w moim przypadku posada nie byłaby aż tak wysoka, ale cisza, spokój, więcej dla siebie, choćby czasu i snu.... Ale moja pyśka jest warta każdej nieprzespanej sekundy minuty i godziny... Moja cudna ;) Pozdrawiam! ;* Piękne te Twoje chłopaki, piękne ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. Tacy moi (nie)podobni chłopcy :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Można mieć naprawdę wiele, a nie mieć tak naprawdę najważniejszego...
    Każdy z nas ma inne priorytety - owszem. Powinnam uszanować to, że ktoś może NIE CHCIEĆ dzieci. Może ich nie lubić. Nie mieć instynktu. Albo mieć inne plany na życie, niż matkowanie...

    Ale znam siebie i wiem, jak bardzo ważna jest dla mnie RODZINA. A rodzina jest wówczas, gdy jest on, ona i dziecko... :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Patrycja Barczewska4 sierpnia 2017 08:44

    Pieknie napisane. Zawsze doceniam to co mam i staram sie cieszyć co przynosi życie.
    Ale mój mąż chce miec zawsze to czego akurat nie ma :-(
    Dwie córki. Dwie zupełnie inne. Kocham.

    OdpowiedzUsuń
  9. Wiesz.. ja chociaż doceniam to co mam to czasami sama łapię się na a tym, że apetyt faktycznie rośnie w miarę jedzenia :)

    OdpowiedzUsuń