20 lipca 2017

Synku, już nie będziesz pępkiem naszego świata! Będzie Was Dwóch!


Rodzina powiększa się. Cudowne wieści! Ale może nie dla każdego? Twoje pierworodne dziecko za moment będzie musiało podzielić się rodzicami, ich czasem, ich miłością, z kimś zupełnie obcym w zasadzie. Będzie musiało znosić skupioną uwagę najbliższych na kimś innym niż ono. Będzie musiało dzielić się swoimi zabawkami, pozwolić na to, by ktoś jeździł w jego wózku, a nie daj Boże ktoś przykrył je jego ulubionym kocykiem!! Mało tego! Każdy płacz maleństwa to natychmiastowa reakcja rodziców, którzy ciągle wymagają, by być cicho, nie śmiać się głośno i najlepiej w ogóle nie zawracać im głowy. 


Wyzwanie! Przyjście na świat rodzeństwa to wyzwanie zarówno dla dziecka, jak i dla rodzica. Dobra! Głównie dla rodzica. Znamy nasze pociechy doskonale, wiemy na co sobie mogą pozwolić, ale zawsze jest w nas niepewność zwłaszcza, gdy nasze dziecko ewidentnie na powiększenie się rodziny nie jest przygotowane... 

Droga Martyno... Napisz coś proszę o relacji synków, jak to wyglądało gdy przyszliście do domu ze szpitala z maluszkiem. Jak zareagował starszy, były bunty, zazdrość i złość? Chciałabym drugie dziecko ale pewne obawy mam... Najbardziej boję się reakcji starszej (3 lata) córki. To typ jedynaka, serio, uwielbia dzieci ale starsze, które się nią zajmą i dużo wytłumaczą. Starsza dla kogoś nie lubi być. Nawet młodsze o zaledwie pół roku czy rok dzieci ją nie interesują, wręcz denerwują, bo nie mówią, szarpią za rękaw, ciągną za rękę... Boję się, że córka nie polubi nowego członka rodziny, że będzie jej "przeszkadzał", będzie permanentnie zazdrosna a ja sfrustrowana i smutna, dlaczego tak się dzieje... (...)

Wielokrotnie pytaliście mnie, jak Oli zareagował na Brata. Czy go przygotowywaliśmy. Jak to robiliśmy. Jak to znosił. Jakie były początki. Jak jest teraz. Powyższy e-mail po prostu zmotywował mnie, by co nieco na ten temat napisać. Nie mogę napisać jak będzie u Was, nie mogę doradzić, bo nikt tak jak Wy nie zna charakteru Waszego dziecka. Opowiem Wam jednak jak to wyglądało z naszej strony...

Oli był jeszcze mały. Krótko mówiąc: gdy podjęliśmy decyzję o powiększeniu rodziny Oli nie rozumiał, że w naszym życiu zajdą jakieś zmiany. Próby tłumaczenia mu, że w domku będzie mały dzidziuś chyba wówczas dawały taki efekt, jak informacja co będzie dziś na obiad. Mijały jednak miesiące... on stawał się coraz starszy, a my stawialiśmy kolejne życiowe kroki.

rosła ciekawość Oliego. Z dnia na dzień stawał się coraz bystrzejszy. Tylko wtedy, gdy miał humor opowiadałam mu jak fajnie będzie gdy pojawi się braciszek na świecie - ten, co to go noszę teraz w brzuszku. Ponosiła mnie wyobraźnia w najdrobniejszym szczególe. Starałam się przedstawić mu fakt, że będzie miał braciszka w taki sposób, jakby to było dla niego wyróżnienie. Rysowałam w jego wyobraźni małego chłopczyka, z którym będzie kopał piłkę, z którym będzie oglądał bajki i rysował, który będzie się razem z nim śmiał... Opowiadałam mu, jak będzie spał w kołysce, jak będziemy go przykrywać kocykiem. Zastanawialiśmy się wspólnie, czego Malutki Dzidziuś nie będzie umiał robić, a co umie już Oli - te porównania chyba lubił najbardziej. Słuchał z zaciekawieniem. Czy rozumiał, czy przekładał te opowieści na rzeczywistość - nie wiem. Gdy ktoś pytał o Dzidziusia odpowiadał, ale być może były to tylko zasłyszane, wyuczone słowa. Bez świadomości. Przyznam: nie przesadzałam z tym tematem. Nie chciałam, by zaczął go drażnić. Nie chciałam, by się nakręcał. Efekt mógłby być wówczas odwrotny od zamierzanego... Najważniejsze było to, że nikt go tym Maleństwem nie straszył! Nigdy nie zapytałam, czy chce mieć braciszka! Bo co by było, gdyby powiedział nie

Jako 2,5 latek niewiele był świadom. Czas pobytu w szpitalu (tygodniowy) był dla niego kolejnym rozstaniem - nie przeżył tego zbyt mocno. W końcu mama zawsze wracała, a teraz pojechała dla niego po prezent w postaci braciszka! Tak! Tak miał właśnie powiedziane. 

Czekał na mnie z podekscytowaniem! Chciał go zobaczyć. Naszykował swoje osobiste miśki w prezencie. Wchodząc do domu przywitał się ze mną czule i na moje słowa "zobacz co Ci mama przywiozła" z zainteresowaniem zerknął do samochodowego fotelika. Był zaskoczony... Przyglądał się. Podekscytowany. Z przejęciem informował o każdym jego ruchu. Jednak mimo wszystko trzymając dystans.  I długo ten dystans utrzymywać musiał, bo rozchorował mi się chłopina... zatem czułości jakiekolwiek odeszły na bok przez kilka tygodni. I wiecie co było dalej? To Maleństwo, ten "Prezent" okazał się być mało interesujący. Neutralny. I mogę Wam powiedzieć szczerze: bardzo to było bezpieczne. Ani go nie parzył, ani go nie ziębił. Czasami podczas karmienia, gdy prosił mnie o coś trudno mi było zaspokoić jego potrzebę. Najważniejsze i najtrudniejsze to ciągłe podtrzymywanie zainteresowania jego osobą. Nie obyło się jednak bez zmian... 

Z dnia na dzień, z cichego i spokojnego chłopca stał się strasznie głośnym i roszczeniowym dzieckiem. Oj! Trudno było do tego przywyknąć. Echem w głowie odbijał mi się zwrot "Mamuś, Mamuś, Mamuś, Mamuuuś!" Ciągle zadawałam sobie pytanie, czy to on tak często prosi mnie o uwagę? czy robi to dlatego, że ja nie słyszę/widzę jego potrzeby? czy zawsze taki był, ale nie zwracałam na to uwagi? czy świadomość tego, że Leo właśnie zasnął sprawiała, że każdy dźwięk wydawał się być głośniejszy? DO TEJ PORY NIE WIEM! Może przez swoje głośne zachowanie właśnie najłatwiej było mu zwrócić na siebie uwagę? Najwięcej "Mamuś" słyszałam właśnie podczas karmienia - normalne. Mama przecież zawsze musi wtedy, gdy nie może! 
Oli, jak na trzylatka przystało przeszedł kolejny bunt, w którym znów w słowniku zagościło słowo NIE. Polało się morze gorzkich łez głównie przez to, że nie potrafił rozstawać się z gośćmi, którzy w tym okresie przybywali do nas mnogo. Wszystko minęło. Z perspektywy czasu sądzę, że ten bunt podsycała potrzeba zwrócenia na siebie uwagi. Teraz nadszedł kolejny etap: potrzeba bliskości - dokładnie takiej, którą ma młodszy brat. Ładuje się na ręce i  kolana, przytula, wchodzi na wózek (swój spacerowy) mówiąc: powoź mnie. Pije mleczko niemalże za każdym razem, gdy słyszy, że jego braciszek też będzie pił. Jeszcze bardziej niż kiedykolwiek cieszy się, gdy ktoś go chwali... Czasami mówi "mamuś odłóż Leosia, pobawimy się". Sygnalizuje swoje potrzeby, a my musimy je tylko zauważać... by nie poczuł się odtrącony. 

I to ostatnie zdanie to chyba klucz do sukcesu :) 














Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.