Synku, już nie będziesz pępkiem naszego świata! Będzie Was Dwóch!


Rodzina powiększa się. Cudowne wieści! Ale może nie dla każdego? Twoje pierworodne dziecko za moment będzie musiało podzielić się rodzicami, ich czasem, ich miłością, z kimś zupełnie obcym w zasadzie. Będzie musiało znosić skupioną uwagę najbliższych na kimś innym niż ono. Będzie musiało dzielić się swoimi zabawkami, pozwolić na to, by ktoś jeździł w jego wózku, a nie daj Boże ktoś przykrył je jego ulubionym kocykiem!! Mało tego! Każdy płacz maleństwa to natychmiastowa reakcja rodziców, którzy ciągle wymagają, by być cicho, nie śmiać się głośno i najlepiej w ogóle nie zawracać im głowy. 


Wyzwanie! Przyjście na świat rodzeństwa to wyzwanie zarówno dla dziecka, jak i dla rodzica. Dobra! Głównie dla rodzica. Znamy nasze pociechy doskonale, wiemy na co sobie mogą pozwolić, ale zawsze jest w nas niepewność zwłaszcza, gdy nasze dziecko ewidentnie na powiększenie się rodziny nie jest przygotowane... 

Droga Martyno... Napisz coś proszę o relacji synków, jak to wyglądało gdy przyszliście do domu ze szpitala z maluszkiem. Jak zareagował starszy, były bunty, zazdrość i złość? Chciałabym drugie dziecko ale pewne obawy mam... Najbardziej boję się reakcji starszej (3 lata) córki. To typ jedynaka, serio, uwielbia dzieci ale starsze, które się nią zajmą i dużo wytłumaczą. Starsza dla kogoś nie lubi być. Nawet młodsze o zaledwie pół roku czy rok dzieci ją nie interesują, wręcz denerwują, bo nie mówią, szarpią za rękaw, ciągną za rękę... Boję się, że córka nie polubi nowego członka rodziny, że będzie jej "przeszkadzał", będzie permanentnie zazdrosna a ja sfrustrowana i smutna, dlaczego tak się dzieje... (...)

Wielokrotnie pytaliście mnie, jak Oli zareagował na Brata. Czy go przygotowywaliśmy. Jak to robiliśmy. Jak to znosił. Jakie były początki. Jak jest teraz. Powyższy e-mail po prostu zmotywował mnie, by co nieco na ten temat napisać. Nie mogę napisać jak będzie u Was, nie mogę doradzić, bo nikt tak jak Wy nie zna charakteru Waszego dziecka. Opowiem Wam jednak jak to wyglądało z naszej strony...

Oli był jeszcze mały. Krótko mówiąc: gdy podjęliśmy decyzję o powiększeniu rodziny Oli nie rozumiał, że w naszym życiu zajdą jakieś zmiany. Próby tłumaczenia mu, że w domku będzie mały dzidziuś chyba wówczas dawały taki efekt, jak informacja co będzie dziś na obiad. Mijały jednak miesiące... on stawał się coraz starszy, a my stawialiśmy kolejne życiowe kroki.

rosła ciekawość Oliego. Z dnia na dzień stawał się coraz bystrzejszy. Tylko wtedy, gdy miał humor opowiadałam mu jak fajnie będzie gdy pojawi się braciszek na świecie - ten, co to go noszę teraz w brzuszku. Ponosiła mnie wyobraźnia w najdrobniejszym szczególe. Starałam się przedstawić mu fakt, że będzie miał braciszka w taki sposób, jakby to było dla niego wyróżnienie. Rysowałam w jego wyobraźni małego chłopczyka, z którym będzie kopał piłkę, z którym będzie oglądał bajki i rysował, który będzie się razem z nim śmiał... Opowiadałam mu, jak będzie spał w kołysce, jak będziemy go przykrywać kocykiem. Zastanawialiśmy się wspólnie, czego Malutki Dzidziuś nie będzie umiał robić, a co umie już Oli - te porównania chyba lubił najbardziej. Słuchał z zaciekawieniem. Czy rozumiał, czy przekładał te opowieści na rzeczywistość - nie wiem. Gdy ktoś pytał o Dzidziusia odpowiadał, ale być może były to tylko zasłyszane, wyuczone słowa. Bez świadomości. Przyznam: nie przesadzałam z tym tematem. Nie chciałam, by zaczął go drażnić. Nie chciałam, by się nakręcał. Efekt mógłby być wówczas odwrotny od zamierzanego... Najważniejsze było to, że nikt go tym Maleństwem nie straszył! Nigdy nie zapytałam, czy chce mieć braciszka! Bo co by było, gdyby powiedział nie

Jako 2,5 latek niewiele był świadom. Czas pobytu w szpitalu (tygodniowy) był dla niego kolejnym rozstaniem - nie przeżył tego zbyt mocno. W końcu mama zawsze wracała, a teraz pojechała dla niego po prezent w postaci braciszka! Tak! Tak miał właśnie powiedziane. 

Czekał na mnie z podekscytowaniem! Chciał go zobaczyć. Naszykował swoje osobiste miśki w prezencie. Wchodząc do domu przywitał się ze mną czule i na moje słowa "zobacz co Ci mama przywiozła" z zainteresowaniem zerknął do samochodowego fotelika. Był zaskoczony... Przyglądał się. Podekscytowany. Z przejęciem informował o każdym jego ruchu. Jednak mimo wszystko trzymając dystans.  I długo ten dystans utrzymywać musiał, bo rozchorował mi się chłopina... zatem czułości jakiekolwiek odeszły na bok przez kilka tygodni. I wiecie co było dalej? To Maleństwo, ten "Prezent" okazał się być mało interesujący. Neutralny. I mogę Wam powiedzieć szczerze: bardzo to było bezpieczne. Ani go nie parzył, ani go nie ziębił. Czasami podczas karmienia, gdy prosił mnie o coś trudno mi było zaspokoić jego potrzebę. Najważniejsze i najtrudniejsze to ciągłe podtrzymywanie zainteresowania jego osobą. Nie obyło się jednak bez zmian... 

Z dnia na dzień, z cichego i spokojnego chłopca stał się strasznie głośnym i roszczeniowym dzieckiem. Oj! Trudno było do tego przywyknąć. Echem w głowie odbijał mi się zwrot "Mamuś, Mamuś, Mamuś, Mamuuuś!" Ciągle zadawałam sobie pytanie, czy to on tak często prosi mnie o uwagę? czy robi to dlatego, że ja nie słyszę/widzę jego potrzeby? czy zawsze taki był, ale nie zwracałam na to uwagi? czy świadomość tego, że Leo właśnie zasnął sprawiała, że każdy dźwięk wydawał się być głośniejszy? DO TEJ PORY NIE WIEM! Może przez swoje głośne zachowanie właśnie najłatwiej było mu zwrócić na siebie uwagę? Najwięcej "Mamuś" słyszałam właśnie podczas karmienia - normalne. Mama przecież zawsze musi wtedy, gdy nie może! 
Oli, jak na trzylatka przystało przeszedł kolejny bunt, w którym znów w słowniku zagościło słowo NIE. Polało się morze gorzkich łez głównie przez to, że nie potrafił rozstawać się z gośćmi, którzy w tym okresie przybywali do nas mnogo. Wszystko minęło. Z perspektywy czasu sądzę, że ten bunt podsycała potrzeba zwrócenia na siebie uwagi. Teraz nadszedł kolejny etap: potrzeba bliskości - dokładnie takiej, którą ma młodszy brat. Ładuje się na ręce i  kolana, przytula, wchodzi na wózek (swój spacerowy) mówiąc: powoź mnie. Pije mleczko niemalże za każdym razem, gdy słyszy, że jego braciszek też będzie pił. Jeszcze bardziej niż kiedykolwiek cieszy się, gdy ktoś go chwali... Czasami mówi "mamuś odłóż Leosia, pobawimy się". Sygnalizuje swoje potrzeby, a my musimy je tylko zauważać... by nie poczuł się odtrącony. 

I to ostatnie zdanie to chyba klucz do sukcesu :) 














14 komentarzy

  1. Wydaje mi się, że im mniejsze dziecko, tym łatwiej mu zaakceptować pojawienie się rodzeństwa, ale nie wiem, to tylko moje wyobrażenie, być może się mylę ;)
    Jak zwykle, cudne fotki!

    OdpowiedzUsuń
  2. U nas bardzo podobnie. Różnica wieku to 1.7 m-cy. Młodsza ma prawie 7m-cy. Są czułości i zazdrości. Szczególnie jak przyjadą kuzynki i są zaciekawione młodszą to starsza pokazuje co potrafi ( "bunt dwulatka") . Ale jest dobrze. Dajemy radę

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję Ci za ten wpis, czekałam na niego;) No nic, to biorę się "do roboty" z wielką nadzieją, że i u nas wszystko się dobrze ułoży, jak już maluszek zawita w naszym domu ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Marcelina Domańska21 lipca 2017 21:45

    U nas było i jest bardzo podobnie a nawet chyba mogę powiedzieć tak samo. Między Milenką a młodszą siostrą Polą jest 2,4l różnicy. A jaka magiczna więź i miłość między nimi ... Bracia chyba robią się podobni do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Widzisz Kochana, różnica wieku taka sama i taki sam schemat :)
    Wydaję mi się, że im mniejsza różnica wieku - tym łatwiej. Dziecko po prostu przyjmuje sytuację taką, jaka jest. Im starsze, tym ma więcej do powiedzenia :) Chcieliśmy, by różnica wieku była jeszcze mniejsza ale niestety. Los zdecydował inaczej...

    OdpowiedzUsuń
  6. Kasiu ja mam nadzieje, że już niebawem "robota będzie zrobiona" ;*
    Nie wahaj się... nigdy nie ma odpowiedniego momentu. Myślę, że wyczujesz sytuację... zrób wszystko, jakby to Maleństwo miało być dla niej wyróżnieniem :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nooooo... bunty idealnie współdrgają z tym etapem życia :)
    Ale wszystko mija - potem już tylko wspomnienia! Fajną macie różnicę wieku!

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja jestem tego samego zdania. Gdyby Oli został bratem gdy miał niespełna półtora roku-byłoby jeszcze łatwiej. Pamiętam, gdy bywałam w szpitalach - było mu to obojętne. Świetnie te moje pobyty znosił... ale im dalej w las, tym był starszy i jednak ta rozłąka była dla niego trudniejsza...

    Obecnie nie wiem, jakby zniósł nawet kilkudniowe rozstanie... :) Na pewno gorzej niż Leo

    OdpowiedzUsuń
  9. Da znać ;) U nas także miała być mniejsza różnica wieku, ale los również zdecydował inaczej. A po tej sytuacji ciężej mi się zdecydować. Ale myślę, że im dalej w las tym łatwiej nie będzie. Mam nadzieję, że różnica wieku (prawie) 4 lata nie będzie jakąś ogromną przepaścią... ;*

    OdpowiedzUsuń
  10. Absolutnie nie będzie Kochana :* czasami los decyduje za nas ... czasami pomaga nam wybrać TEN moment!

    OdpowiedzUsuń
  11. dokładnie jak u mnie;))) pamiętam jak byłaś jeszcze w ciąży i napisałam ci taki duży obszerny komentarz w którym radziłam jak ogarnąć te "początki" kiedy młodociane rodzeństwo pojawia się w domu a starszak traci status jedynaka;)) a teraz już młodociana szajka przestępcza odrasta;)))))

    OdpowiedzUsuń
  12. Oj ja też pamiętam ten komentarz :) I pamiętam, że miałam do niego wrócić... wracam :*

    OdpowiedzUsuń
  13. Maggdaline.pl26 lipca 2017 22:03

    Piękne zdjęcia <3

    OdpowiedzUsuń