KOSZMARNY sen, który nie może się ziścić! NIGDY!!


Miewam okropne sny! Koszmary, które są dla mnie przestrogą. Może dla Was również będą, bo takie rzeczy dzieją się naprawdę... !

Słoneczny dzień. Z uśmiechem, chociaż w pośpiechu, wracaliśmy ze spotkania w Warszawie. Oliwierka z nami nie było. Nie wiem dlaczego. Pośpiesznym krokiem szliśmy już do samochodu zaparkowanego gdzieś ubocznej uliczce. W duchu przeklinałam ten brak miejsc parkingowych przy głównych ulicach. Zawsze ten sam problem! Wokół rampy, warsztaty, kontenery na śmieci, trochę złomu zalegającego na chodniku. Słychać było dźwięk maszyn i przekrzykujących się przez nie ludzi. Dzień jak co dzień. Ubrani byliśmy wyjściowo, dokładnie w te same ubrania, w jakich chodziliśmy wczoraj. Za rękę prowadziłam Leonka, który swoją drogę chciał pokonać jednak na czworaka. Mąż szedł przed nami.  Widzą, że oddala się coraz bardziej schyliłam się po klęczącego Leonka, by wziąć go na ręce. 

I w tym momencie kątem oka zobaczyłam podjeżdżającą obok białą limuzynę. 
Jakby Chrysler. 
Drzwi od pasażera otworzyły się same. 
Zobaczyłam dobrze zbudowanego kierowcę w okularach, a z tyłu siedzącego podstarzałego siwego faceta. 
Nie wiem nawet, czy ktoś mnie o coś zapytał, czy znacząco kiwnął głową. 
Wiedziałam to: każą mi wsiąść.
Serce zaczęło walić mi szybciej.
Trzymając na rękach Leosia powiedziałam tylko krótkie: NIE, DZIĘKUJĘ!
Spojrzałam na oddalającego się męża, który patrzył przed siebie zmierzając ciągle w kierunku naszego samochodu. Niczego nie świadom.
Bezsilność!
Przez głowę przeleciało mi setki myśli.
Nie wiedziałam, czy chodzi o dziecko, czy o mnie, czy o nas razem.
Szłam coraz szybszym krokiem, próbując nie zwracać uwagi na to, że auto ciągle jedzie obok.
Nie mogłam sięgnąć po telefon, bo bałam się upuścić dziecko.
Nie mogłam krzyknąć, bo bałam się zbyt pochopnie zareagować.
Patrzyłam tylko w kierunku męża bojąc się, że zaraz się potknę w tych cholernie wysokich butkach. Na tym cholernie zniszczonym chodniku!
Widziałam wokół ludzi zajętych swoimi sprawami.
Nikt na nas nie patrzył! 
Podświadomie czułam, że mąż się zaraz obejrzy i...
Samochód zatrzymał się tuż obok mnie, z jego wnętrza wyszedł facet, który w ręku trzymał pistolet. Dyskretnie. Czułam, że ta postać za nami idzie.
Wtedy mąż spojrzał na mnie, a ja wzrokiem tak wymownym, jak gdyby krzyczał chciałam przekazać mu, by nie wracał się, nie reagował, żeby uciekał!

Pamiętam ogromny strach.  Śmiech nieświadomego Leosia. Moje stukające buty. Bieg! Gdzieś między warsztatami.  Po wąskim zaułku. Przeczucie, że gdy krzyknę mogą strzelić. W moje dziecko! W mojego męża! 
Potem jakieś ciemne pomieszczenia, którymi chciałam uciec na skróty. Pamiętam zwątpienie widząc schody. Dziury, w które wpadały moje nogi. Czarne drzwi, za którymi miałam przedostać się w bezpieczne miejsce. Ciągle zbyt daleko, bym mogła chwycić za klamkę! Pamiętam, jak mocno tuliłam dziecko do piersi, jakby to było pożegnanie.....  I uderzenie! W plecy! Uderzenie, które uświadomiło mi jedno - to koniec.
Obudziłam się! Czułam ból pleców, strach i zmęczenie! Jak gdyby to działo się naprawdę.... Jak gdyby to nie był tylko jeden z wielu moich nocnych KOSZMARÓW, które uświadamiają mi, że takie rzeczy się dzieją... naprawdę! 

.umarłabym 



Brak komentarzy

Prześlij komentarz