Dorwała moje dzieci! Obydwu na raz! Taka cholera z tej OSPY WIETRZNEJ!

Dwa organizmy, dwa różne przebiegi ospy.

Przedłużyliśmy jednak te ferie... szkoda, że siedząc w domu. Ubiegły tydzień rozpoczynamy przywitaniem ospy. Tak z dnia na dzień, bez zapowiedzi wtargnęła i rozgościła się na +/- dwa tygodnie. Więc przywitaliśmy ją tym szerokim uśmiechem, który nawet w chorobie towarzyszy chłopcom - a co tam! Myślałam sobie - może będzie łaskawsza! Nic z tego! Urok moich dzieci nie do końca ją przekonał. Nadal nam daje popalić, ściągając za sobą dobrego kolegę, co zwie się zapaleniem oskrzeli.

Więc złapały ospę moje dzieciaki, może lepiej wcześniej, niż później... może lepiej, że mamy to już prawie za sobą. Bracia. Dwóch chłopców, z jednej krwi, dwa inne organizmy i dwie inne przebiegi chorób. To naprawdę bardzo indywidualna kwestia. Podczas tej choroby widać to jak na dłoni. Zaczęło się od paru drobnych krostek i u Leo, i u Oliego. Wiedziałam od razu - to OSPA - co potwierdził pediatra.  Szybki przegląd ostatnich okoliczności upewnił mnie, że raz jedyny styczność z ospą mieliśmy u pediatry - dziecko zostało wniesione od gabinetu i wyniesione osłonięte, a jednak mimo wszystko przywieźliśmy ze sobą to dziadostwo. Trudno... kiedyś musiało to nastąpić, bo ja swoich dzieci przeciwko ospie nie szczepiłam, pomimo tego, że jest to szczepienie zalecane, ale nie obowiązkowe. I tutaj to drażliwy temat w sieci - bo szczepić czy też nie to kwestia sporna. 

Z kilku krostek zaledwie zrobiło się ich więcej - głównie u Leosia. I chociaż pierwszego i drugiego dnia chłopcy skakali i biegali - tak potem - było gorzej. Chociaż jak to mówi się potocznie - im dziecko mniejsze, tym delikatniej ospę przechodzi - Leoś cierpiał bardziej. Nie oszczędziło mu buzi, nie oszczędziło skóry głowy, noska, usteczek, ucha, jamy ustnej, oczu, paluszków, podbić stópek o okolicach intymnych nie wspominając - bo tam jedna wielka rana była! Cierpiał! Krzyczał nocą, płakał w dzień, przestał chodzić - bo jak po otwartej ranie chodzić można.... A Oli? Kilka kropek, dosłownie... bez pęcherzy i podrażnień, bez większych ran....
I tu Wam powiem - chociaż na początek zalecono im taką samą pielęgnację - niestety,  należało ją nieco zmodyfikować. Zaczęliśmy od bieli nakładanej na wykwity skórne, która pomimo tego, że na Ola działała super, u Leosia można powiedzieć szkodziła przy jego dużych i licznych pęcherzach.  Płynny puder zasychał, zmniejszał świąd i łagodził, ale niestety tworzył skorupę, pod którą niedostawało się powietrze, tworząc idealne miejsce do rozwoju bakterii - a to tylko chwila do zakażenia. Zamieniliśmy ją na fiolet i przyznam szczerze - pomógł... ale nie on tylko!

Ilekroć zdjęcie moich chłopaków wrzuciłam do sieci - pytaliście co stosujemy. Robiąc Wam przysługę zatem poniżej umieszczam małe podsumowanie.







Fiolet, czyli Gencjana 2% - działa antyseptycznie i osuszająco, ponadto działa bakteriobójczo i znajduje zastosowanie w odkażaniu ran skórnych. Zaleca się stosowanie produktu w ramach dezynfekcji stanów zapalnych skóry, ran sączących się oraz owrzodzeń - czyli np. przy ospie! Dodatkowo mogłam śmiało smarować krostki, które pojawiały się w buzi. 

Nadmanganian potasu - dwie pastylki do kąpieli (by woda zrobiła się różowa). Roztwory nadmanganianu potasu działają odkażająco i ściągająco na skórę i błony śluzowe. Tutaj większość pediatrów zaleca kąpiele od 3 dnia trwania ospy. Najlepiej konsultujcie to osobiście. 

Octenisept - ma działanie dezynfekujące,  bakteriobójcze, grzybobójcze oraz wirusobójcze. Psiukałam nim chłopaków przed smarowaniem, i po każdej zmianie pieluszki Leosia. 

Clemastinum - jako łagodzenie objawów alergii skórnej

Fenistil w kroplach - (doustnie) w przypadku dużego świądu

Paracetamol - tylko i wyłącznie on w przypadku wysokiej temperatury (nie wolno stosować innych preparatów)

+ lek na odporność - my stosujemy laktoferynę. 




Pamiętajcie! Gdy zaobserwujecie pierwsze oznaki ospy - udajcie się do swojego zaufanego pediatry - to on przystosuje (mam nadzieję!) najbardziej odpowiednie preparaty dla Waszych Maluchów. Nie zawsze to, co pomoże mi - pomoże również Tobie... i dowodem na to są właśnie moje chłopaki.


W związku z tym, że koleżanka ospa ze swoim kolegą nadal u nas goszczą - dajcie mi mocy trochę jeszcze! Bo z tego wyczerpania to i ojca i matkę przeziębienie rozłożyło... 











12 komentarzy

  1. Współczuję! Aż żal czytać o tych wszystkich wstrętnych dolegliwościach ospowych :(
    P.S. mimo choroby chłopcy wyglądają przeuroczo, i tak radośnie chociaż na zdjęciu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pierwsze zdjęcia robione były w tych pierwszych dwóch dniach ospy - całkiem łaskawych. A te ostatnie - są z dziś :) humory już całkiem dobrze.. więc dobrze wypadli :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pozostały Ci jakieś ślady?

    OdpowiedzUsuń
  4. Dokładnie, lepiej mieć to już z głowy. Ja przechodziłam ospę w liceum i mile nie wspominam ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeden - na dekolcie, bo tam wyskoczyła mi pierwsza krosta, a ja myślałam, że to pryszcz i rozdrapałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobrze, że to tylko jeden :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Biedaki. Najważniejsze żeby nie rozdrapywali tych krostek żeby potem ślady nie zostały. Oby jak najszybciej im przeszło!

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja szczepiłam swoją córkę więc prawdopodobnie ospy mieć nie będzie, a nawet jeśli to będzie przechodzić ją lżej.
    Życzę dużo,dużo zdrówka dla Was i dla chłopaków.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Powiem szczerze, że obyło się bez zdrapywania, ale Loeś niestety mocno tarł główką o poduszki i część widzę, że spadła szybciej, niż powinna. Będziemy obserwować te ślady, bo są dość głębokie dołki...

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja Wam również życzę dużo dużo zdrówka! I oby ta OSPA jednak Was nie dotknęła... :*

    OdpowiedzUsuń
  11. ospa to cholerstwo, ale dobrze,że macie to już z głowy i chyba nawet lepiej jak oboje na raz. ,Mój nigdy na ospe nie chorował,okazji żeby się zarazić było sporo,nawet w domu babcia która z nami mieszka miała półpasiec, synek codziennie się z nią widział,i nic,a to w szkole,a to kuzyn..nic.

    OdpowiedzUsuń
  12. Może już Ci się taki twardy element trafił :) A może przeszedł tak, że nawet tego nie zdołałaś zauważyć... :* niech taki odporny będzie pod każdym względem! Tego Ci życzę

    OdpowiedzUsuń