Moje dziecko nie chce jeździć w kasku, więc...

jeździ bez, czy nie jeździ wcale? 


Fajnie jest, gdy w te gorące dni wymęczeni i znużeni już tym upalnym słońcem ładujemy się do auta, oddychamy z ulgą po uruchomieniu klimatyzacji i jedziemy z maluchami poszukać cienia. Jedziemy, żeby mogli sobie swobodnie pobiegać, pohasać, pościgać, pokrzyczeć i porządnie wymęczyć, a potem paść ze zmęczenia, być może nawet brudni - bo mogą zasnąć w aucie, a my te nasze maluchy po cichu przeniesiemy tylko do łóżek! Zabieramy im ulubione pojazdy, zabieramy bagaż z piciem i jedzeniem, bo przecież zgłodnieją zapewne nim wypakujemy się z auta. Zabieramy też odrobinę cierpliwości i pełne skupienie, bo dwie pary oczu mogą przy takich maluchach nie wystarczyć. Wybieramy najmniej ruchliwą drogę w okolicy, a jest całkiem sporo - najlepiej taką prowadzącą do nikąd, by nic naszych wojaży nie przeszkadzało, i my byśmy nie przeszkadzali nikomu. Rozkładamy prowiant, wyjmujemy nasze maszyny i... 
Całkiem miło jest, gdy dziecko współpracuje z Tobą, słucha, i chętnie stosuje się do wszystkich wskazówek. Niestety nie zawsze tak bywa. Właśnie na etapie jesteśmy, w którym Leo, tak jak Oli jeszcze dwa lata temu nie chce założyć kasku na głowę. Próbujemy sposobem, próbujemy tłumaczyć, brać na litość - nic z tego. Nie pomaga nawet wzór, jakim jest starszy brat. Każda próba wielką awanturą się kończy. Nie i koniec! Szarpie się, rzuca, krzyczy, bez litości zupełnie... a ty chociaż chcesz dobrze, największym katem i wrogiem się stajesz. I co wtedy? Jak myślisz? Tylko dwa są wyjścia.
 Poniżej odpowiedź - moja odpowiedź! Nasza decyzja. 





















Teraz już wiecie! Mam taką taktykę: spróbować, wytłumaczyć i przeczekać jeśli trzeba. Odpuścić na chwilę. Może na tydzień, na dwa, może nawet na miesiąc. Pozwolić jeździć bez kasku - a asekurować bardziej. Pilnować. Czuwać. Kontrolować. Być po prostu. Bo czy dziecku, co jeszcze półtora roku nie ma wytłumaczysz, że bezpieczniej jest jeździć w kasku? Czy ono zrozumie, że dobre masz intencje? Czy warto z nim walczyć, denerwować się, pocić i trwać w nieskończonym płaczu? 

Zawsze, gdy mam dylemat jak postąpić - wracam pośpiesznie do swojego dzieciństwa. Wracam do czasów, w których nikt kasku nie miał na głowie ucząc się jeździć na rowerze. Wracam do czasów, gdy każdy guz i siniak nabijany był właśnie wtedy, gdy chodziłam piechotą - najzgrabniej w świecie potykając się o własne nogi. Wcale mi do tego nie potrzebny był jeździk, rower, czy hulajnoga. Ręce łamałam, nosy ścierałam, pamiątki mam z tego czasu przeróżne. I WSPOMNIENIA. Tej beztroski,  tej nauki, tej pokory, i tych wniosków: co jest bezpieczne i niebezpieczne. 

Nie jest ze mnie matka nadgorliwa. Nie jest też matka nadopiekuńcza. Mam swoje grzechy, popełniam błędy. Nie chcę zabronić dzieciom korzystać w pełni z dzieciństwa, bacznie czuwając nad ich bezpieczeństwem... nie odpuszczać ani im, ani sobie. Nie jestem też wzorem do naśladowania - więc wzoru ze mnie nie bierzcie. Kierujcie się tylko swoim rozsądkiem, jeśli czymś kierować się chcecie! Nie będę Wam udawać, że u nie ma u mnie wyjątków, że perfekcjonistkom jestem i na pokazywać coś, co prawdą nie jest - bo jestem ludzka. Zwykła, normalna. Po prostu prosta baba jestem :)



A jeśli zainteresowały Was nasze pojazdy - ten jeździk i ta hulajnoga to jeden model. 
Ten sam, tylko w innej konfiguracji. Posłużą długo, bo mają regulowane siedzisko/rączkę, a ich maksymalne obciążenie to 20 kg na siedzeniu i 50 kg z bieżnikiem.  Uczy dzieci utrzymania równowagi i zręczności, poprawia umiejętności motoryczne i pozwala się wyszaleć :) Link: SCOOTANDRIDE Highwaykick1 2w1 Jeździk i hulajnoga 1-5 lat Lime
Spodenki - Pocopato
Buciki - F&F (20zł - polecam!) 









Brak komentarzy

Prześlij komentarz