Moje słodko-słone macierzyństwo.

Gdyby ktoś zapytał, jak to jest być mamą....


Kiedy jesteś młoda i jeszcze mało wiesz o życiu macierzyństwo może kojarzyć Ci się z nieprzespanymi nocami, podkrążonymi oczami i obwisłym biustem. Na myśl o porodzie możesz dostać mdłości i pomyślisz jednak, że zawsze jest cesarka na życzenie. Co jest dalej wcale się nie zagłębiasz - bo to nie ten etap jeszcze. Potem dorastasz. Znajdujesz prawdziwą miłość - wiążecie się. Przeżywasz ten etap motylków w brzuchu, ekscytujących randek, poznawania siebie. Wszystko co robicie kręci się wokół Was - wokół jego i Ciebie. Znajdujecie swój cel, swoje miejsce. I potem nadchodzi ten czas, że zostajecie rodzicami... 

Świat staje na głowie! Od tej chwili świat kręci się wokół dzieci, nie siebie. Bywają takie momenty w życiu, w których mamy ochotę krzyczeć - ze szczęścia! Łapiemy momenty w miseczki swoich dłoni. Zatrzymujemy je w kadrach. Kiedy nasi synowie wypowiedzieli pierwsze "mamo" czy "tato" - rozpłynęłam się, mąż również. Gdy zaczynali stawiać pierwsze kroki - zachwyt i szczęście sięgały zenitu. Gdy smakowali pierwszą czekoladę - wyglądali jak najsłodsze pralinki na świeci! Każdy z nich tak samo rozbrajał nasze serce. Teraz patrzę na te 16 i 11 kilogramów szczęścia. Troszkę jakby łzy cisnęły się do oczu, że to za szybko minęło. Niemal niezauważalnie. Tak trochę nie wprost proporcjonalnie do tego, co czuję i myślę. Bo kiedy te dzieci nam tak porosły? Jeszcze wczoraj przecież rodziłam Oliwierka. Jeszcze wczoraj patrzył na mnie tymi swoimi czarnymi oczami...Wszystko było takie nieznane, ale tak bardzo intuicyjne. Jeszcze wczoraj Leo ssał moją pierś - dziś widelcem sprawnie je spagetti. Tak jakby zbyt szybko...
Wszystkie gorzkie chwile, brak czasu dla siebie, ból wyrzynających się ząbków, nocne gorączki, rozsypany cukier w kuchni, stertę prania w łazience, otarcia kolan i bunty - niech to nie ma znaczenia! Niech to odchodzi w zapomnienie! W imię tej macierzyńskiej miłości. 
Już wiem, że przyjdzie taki dzień, w którym  moje chłopaki zejdą z kolan i będę musiała oddać ich światu. Może ja, jako matka będę szlochać w poduszkę ze złamanym sercem. Przyprowadzą swoje wybranki do domu, potem staną przed ślubnym kobiercem. A później zostaniemy dziadkami - co kojarzy się przecież ze starością...

No dobra! Dziś jednak MAM TĘ MOC! Zatrzymuję te momenty. 








Brak komentarzy

Prześlij komentarz