Jak to jest być mamą więcej niż jednego dziecka?

Pierwsze, drugie, trzecie... Jak mądrze dzielić je miłością? 



Ciąża. Gdy pojawiła się pierwsza wcale nie zastanawiałam się, czy będę to dziecko które noszę właśnie pod sercem potrafiła kochać. To było dla mnie tak oczywiste... Mam wrażenie, że kochałam nim pojawiło się we mnie.... pragnęłam je po prostu! Gdy planowaliśmy kolejną ciążę wcale nie zastanawiałam się, czy będę potrafiła dzielić swoją miłość na dwoje... zastanawiałam się tylko, czy będę dzieliła równo uwagę na dwoje. Tylko, i aż tyle! A potem te myśli odeszły w niepamięć, bo przecież cudem jest zajść w ciążę, ale jeszcze większym szczęśliwie ją donosić... 
Ale udało nam się... w końcu na świat wydałam drugiego syna. I dlatego dziś mogę Wam napisać, jak to jest mieć więcej, niż jedno dziecko.
Często spotykam się ze strachem kobiet... kobiet, bo mężczyźni zazwyczaj nie mają tyle obaw przed pojawieniem się kolejnego dziecka w rodzinie. Oni nie zastanawiają się nad tym, czy starczy im miłości, czy będą potrafili kochać dzieci równie mocno - oni zastanawiać się mogą ewentualnie, jakie te dzieci będą, czy do siebie podobne, jakie będą miały charaktery... - a reszta? Reszta przychodzi naturalnie. Chociaż to, że nie szaleje w nich burza hormonów wiele ułatwia! A my - kobiety - zamartwiamy się... Ileż byśmy książek o macierzyństwie nie przeczytały - pojawienie się na świecie dziecka zawsze wprowadza w życie niemałą rewolucję. Tego się nie zmieni.

Mogę śmiało napisać, że gdy w domu jest kilkoro rodzeństwa, każde z dzieci ma w rodzinie inną pozycję. Wiem to też z własnego doświadczenia - nie tylko jako mamy, a jako dziecka także. Maluchy wymagają indywidualnego podejścia - bo są indywidualnością. Inni ludzie. Inne charaktery. Ale co tu ukrywać? Inna jest sytuacja pierworodnego, inna średniego i inna każdego kolejnego dziecka, a jeszcze inna pociechy najmłodszej, którą zazwyczaj wszyscy rozpieszczają - i każde z dzieci przejdzie przez ten etap... tylko najmłodsze przechodzi go znacznie dłużej. Niestety to, w jakiej kolejności rodzi się dziecko czasami ma też wpływ na jego rozwój i kształtowanie się charakteru. Pytanie tylko... czy da się mądrze obdzielać malców swoją troską i miłością? 

Pierworodny. Zazwyczaj ambitny, odpowiedzialny i przebojowy. Wiadomo! Przez pewien czas to on gra główną rolę w rodzinie - cała rodzina zwraca na niego uwagę - tylko na niego. Wypatruje się pierwszego uśmiechu, zachęca do mówienia, stawiania pierwszych kroków... Jednocześnie też wiele się od pierworodnych wymaga... Może to dlatego Ci - kiedyś dorośli - bywają bardzo towarzyscy, mocno angażują się w swoje zdania. Są nastawieni na sukces! Pełni werwy. Pierwsze dziecko, gdy nie ma jeszcze rodzeństwa obdarzane jest w domu po prostu szczególnymi względami. Dopóki jest samo - łatwo je rozpieścić... to naturalne - to rozpieszczenie, to też przejaw miłości. 





Przyjście na świat drugiego dziecka to ogromna radość dla całej rodziny. Ta radość podszyta jest jednak obawami. Każda z nas je miała - głównie o to, że do góry nogami wywraca się świat starszego rodzeństwa... 


Nie zawsze jest idealnie - zwłaszcza w relacjach między rodzeństwem. I nam jest trudno... nam jako rodzicom. A dzieci? Pierworodny przestaje być pępkiem naszego świata. Był przecież w centrum zainteresowania, nasza uwaga była skupiona wyłącznie na nim - teraz muszą podzielić się nami z niemowlakiem, i co tu dużo mówić - nie łatwo się z tym pogodzić. Ale da się - nam się udało, chociaż nadal mają kryzysy.

Na najmłodsze dziecko patrzy się często przez palce.  Częściej macha ręką. Może to ze zmęczenia, a może z doświadczenia właśnie. Dzieci najmłodsze - nawet jeśli jest to etap przejściowy tylko, bo na świecie pojawić się może kolejne rodzeństwo - przejmują rolę oczka w głowie. Mają ten komfort, że mogą korzystać z doświadczeń starszego rodzeństwa, uczyć się od niego... tak jak my mamy ten komfort, że bogatsi już jesteśmy o wychowaniu dziecka praktyczną wiedzę. Łatwiej nam podejmować decyzje, mamy jakieś odniesienie.
Najmłodszemu dziecku zawsze poświęca się dużo uwagi, na wiele pozwala... ale może przyjdzie czas, że nie będzie już tym najmłodszym. Wtedy z jednej strony dominujący starszy brat czy siostra, z drugiej może pojawić się jeszcze młodsze - rozpieszczane przez wszystkich rodzeństwo. Może to być całkiem komfortowa pozycja - ale też niekoniecznie... i tu wiele zależy od nas - nas, jako rodziców. 

Czasem zapytacie: jak to jest, czy jest trudniej, prosicie o rady na start, na początek. Ale to nie jest poradnik. W tamtym wpisie opisałam Wam, jak u nas było. Nie potrafię powiedzieć, jak wychować szczęśliwe rodzeństwo i pomóc im zbudować silną więź na lata - bo te lata jeszcze przed nami. Zawsze kierowałam się tym, by opiekując się niemowlęciem znaleźć też czas dla starszego rodzeństwa. Znaleźć czas na zabawę i spacer. Chwalić i doceniać. Słuchać ich i nie wymagać zbyt wiele, a znajomym i rodzinie opowiadać o każdym z osobna - nic i nikogo nie pomijać. I nie wychodzić z założenia, że potrzeba bliskości i zainteresowania maleje wraz ze wzrostem tego młodego człowieka. To mylne! Trzeba mnożyć miłość, rozkładać ją po równo, i dbać tak samo o każdego małego człowieka...  



 








Czapki - Pompom Cap
Bluzki - Glamini
Spodnie - Zara
Ramoneski - Reserved
Buty - Bartek








Brak komentarzy

Prześlij komentarz