20 kwietnia 2017

Ból porodowy


Ciąża - to zazwyczaj 9 miesięcy przygotowywania się do przyjścia na świat dziecka. Chociaż nie wiem jakbyśmy pragnęły mieć maleństwo szczęśliwie przy sobie, gdzieś tam pojawia się pewna obawa, pewien lęk... strach. I nie chodzi tu tylko o zdrowie i życie naszego dziecka, o to szczęśliwe zakończenie, ale również o ból porodowy. Zadajemy sobie pytanie: jaki jest, jak go zniesiemy, czy wytrzymamy? 

Nie ma co ukrywać - jest ciężko! Najpierw boli umiarkowanie. Później boli bardziej. Mocno. Cholernie mocno. Chociaż ja mogę szczerze powiedzieć: wiele zależy od naszego podejścia. Opowiadałam Wam swoją historię porodu. Dla mnie - najlepsza wersja z możliwych. Cieszę się, że mogłam rodzić z mężem, cieszę się, że byłam pod dobrą opieką, chociaż poród odbywał się w najbliższym powiatowym szpitalu - i jeden, i drugi. Skupiłam się na tym, co najistotniejsze w porodzie - to PRZEŁOM! To najpiękniejsze momenty w życiu kobiety! Gdy poród rozpoczął się odejściem wód płodowych moje myśli krążyły tylko wokół jednego: to ten czas! za moment przytulę swoje wyczekiwane Maleństwo!
Nie istotny był dla mnie ból, nie myślałam o tym, jak bardzo za moment mogę cierpieć... istotne było tylko to, że za chwilę będę miała go na swojej piersi. 
Wiem jednak, że wiele z Was interesuje ten temat... może go więc przybliżę? W końcu mam dwukrotne doświadczenie w tym zakresie :) 


Każda z nas jest inna. Każda z nas ma inny próg bólu. To, co dla jednej osoby jest do zniesienia - dla innej będzie czystą masakrą odbywającą się na jej ciele. Niektóre Panie lubią popłakać nim tak naprawdę poród się zacznie. Często już z obawy przed bólem. .


Skurcze są jak fala - przypływają i odpływają. Niektórzy mówią, że są jak ból menstruacyjny, tylko kilkukrotnie spotęgowany. Inni mają bardziej hardcorowe porównania. Wydaje mi się, że bólu porodowego nie da się jednak porównać z niczym innym, ale nie dlatego, że jest najmocniejszy, tylko dlatego, że jest zupełnie inny. To nie sygnał ostrzegawczy organizmu, że coś jest nie tak - to tylko (aż!) wynik ogromnego wysiłku. Nie czujemy go przez cały czas, jest falowy. Między skurczami znika, a my mamy czas na złapanie oddechu - dosłownie.


Przede wszystkim nie skupiaj swoich myśli na porodzie. Nie wyobrażaj sobie, jak będzie przebiegał, jak bardzo będziesz cierpiała i jak radzić sobie będziesz z tym bólem. Strach ma wielkie oczy! Są jeszcze większe, gdy skupiasz się tylko na tym aspekcie. Im więcej myślisz o porodzie, tym więcej masz obaw, a strach staję się większy! 


I jedno sprowadza się do drugiego. Strach potęguje ból! Ból ponad siły wywołuje strach. Strach potęguje ból. Ból podsyca strach. Sytuacja się zapętla! Bojąc się napinasz całe ciało, unieruchamiasz mięśnie, przez co ból jest bardziej dotkliwy. Musisz wsłuchać się w swoje ciało, rozluźnić. Rozumiejąc, co się dzieje z Twoim ciałem będziesz mniej zestresowana i spięta - jeśli masz możliwość wybierz do szkoły rodzenia. Jeśli boisz się bólu, skupiasz się na nim - potęgujesz go. Często słyszałam, że kobiety potrafiły krzyczeć nim jeszcze rozpoczął się skurcz - tak działała ich psychika. Sam strach wywoływał ból. 


Zapewne wydaje Ci się to trudne. W trakcie porodu masz wrażenie, że krzyk przyniesie Ci ulgę - zwłaszcza w trakcie bóli partych. Błąd! Całą energię, którą masz w sobie krzycząc oddajesz górą - nie dołem. 


Nie dopytuj, nie drąż tematu, nie szukaj informacji na forach. Ciągle powtarzam: szczęśliwi Ci, którzy nie wiedzą. I czasami lepiej nie wiedzieć. Ja nie wiedziałam. Nie wyciągałam od znajomych informacji dotyczących porodu. Nie pytałam jak bolało, nie pytałam czy da się wytrzymać, nie pytałam o nacięcia, nie pytałam o to wszystko, co jest po. Wolałam nie wiedzieć... Na sali porodowej przyjmowałam wszystko na klatę. Tak musiało być - i koniec! Nie zastanawiałam się, czy boli mnie bardziej, czy mniej niż inne... bo nie znałam ich historii. Gdy ktoś rozpoczynał opowieści, i czułam w nich napięcie mówiłam krótko: nie mów! wolę nie wiedzieć :) Tak było przy pierwszej ciąży - przy drugiej opierałam się już na własnych doświadczeniach. Cudownych doświadczeniach!  


Nie, to nie będzie zaprzeczenie punktu wyżej. Słuchaj: położnych, lekarza. To oni wiedzą najlepiej, jak powinnaś postępować w trakcie porodu - zwłaszcza w tej ostatniej jego fazie. Oni powiedzą Ci, jak oddychać, kiedy wciągać powietrze, ile wstrzymywać, i kiedy wypuszczać. Oddech jest istotny! Na pewno powiedzą Ci,  jak nie przeszkadzać naturze - po prostu! 


Jeśli poród faktycznie byłby takim koszmarem, jak się czasem słyszy, ludzkość już dawno by wyginęła! 



Jakie? Odpowiednia technika oddychania. Ciepły prysznic. Ciepły strumień wody skierowany na brzuch i dolny odcinek kręgosłupa. Kąpiel, którą może trwać naprawdę długo. Masaż - zwłaszcza dolnego odcinka kręgosłupa. ŚMIECH - u mnie on zdziałał cuda :) 


Może nie wszystkie kobiety się z tym zgodzą - czasami facet w sytuacjach stresowych działa na kobietę jak płachta na byka. Szczerze powiem: nie znam tego uczucia :). Moje doświadczenie mówi mi jedno: poród z partnerem, poród z ojcem dziecka jest zdecydowanie łatwiejszy. Świadomość tego, że najbliższa Ci osoba jest obok Ciebie, towarzyszy Ci w tym najważniejszym momencie w życiu jest niesamowicie budująca. Wydawałoby się, że takie błahe czynności jak trzymanie za rękę, masaż, podanie wody, otarcie czoła, głaskanie po włosach i inne czułości nie mają wówczas znaczenia. Mają! Ogromne! To niesamowite przeżycie - dla Was obojga. Sama świadomość tego, że partner jest obok Ciebie i czuwa, obserwuje lekarzy, słucha informacji o postępie porodu - to naprawdę ważne!


Myśl o tym, że za moment poczujesz ogromną ulgę, że to maleństwo położą Ci przy piersi i po raz pierwszy w życiu usłyszysz jego płacz... ten płacz, który towarzyszyć Wam będzie przez lata! Przed Wami najpiękniejszy czas - pełen niekończących się wzruszeń...


A teraz... podziel się ze mną swoimi obawami, podziel doświadczeniem... 
Wiesz gdzie zostawić komentarz? :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.